Koniec marudzenia


        To już chyba koniec z Zetką. Za dużo emocji, za dużo marudzenia, za dużo wymagań. Ciągłe pretensje i awantury. Romanse są dla rozrywki. Należy korzystać z tego w taki sposób, by sprawiały nam radość. Seks, śmiech, wariactwo. Druga żona nie jest mi potrzebna. Dlatego mężatki są najlepsze do kontaktów firmowych. Wiedzą jak wygląda życie i to, że rodzina jest najważniejsza. Panny z oczekiwaniami powinny trzymać się z daleka. A to, że tylko w samochodzie, a to dlaczego nie piszę, a to co ja robię w domu, dlaczego nie spędzam z nią weekendów, dlaczego nocy, co z wakacjami, dlaczego nie chodzę z nią na piwo. Na piwo to ja mogę wyjść jedynie z Viagrą. Tylko przy niej czuję się swobodnie, tylko przy niej mogę być sobą. I nie chodzi o seks, ale o zwykłe przebywanie ze sobą bez skrępowania. Jedyna osoba, której mogę mówić prawdę i to co myślę. Jedyna osoba, przy której jest mi cały czas wesoło. Z Zetką jest nie do wytrzymania. Już zacząłem mówić bardziej dosadnie, że jest do obciągania, ruchania i śmiania. Myślę, że dotarło, bo  już sama mówi, że kończy. 

        Tęsknię za Viagrą, jedyną chyba w moim życiu normalną dziewczynę. Przed oczami mam ciągle jej wzrok jak kładzie głowę na moim ramieniu przytulając się jednocześnie. Mimo krzykliwości, byłaby dla mnie idealną żoną i przyjaciółką. 

Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *