Seksoholizm czy wypaczony romantyzm?

 

        Zastanawiam się czy ja na pewno jestem seksoholikiem, skoro nie zależy mi tylko na dymaniu. Raczej jestem skrajnym romantykiem goniącym za odwzajemnioną miłością i obopólną tęsknotą. Uwielbiam patrzeć na pary, które nie widzą świata poza sobą. Wpatrzeni w siebie, wtuleni, nie mogący się rozerwać. Są jednością. 

        Ja niestety mam pecha, trafiłem na bryłę lodu. Wyrachowana w uczuciach, wykastrowana z głębszych doznań. Trochę przypomina mnie, kiedy byłem w jej wieku. Czy powinienem więc mieć jej za złe. To kara za moje wcześniejsze postępowanie. Mogę posmakować losu, który zgotowałem nie jednej ofierze. Zamiast się cieszyć, że miałem okazję pobyć z nią przez jakiś czas, smucę się, marząc o kolejnych chwilach. 

        Może to tylko żal, jakby ktoś zabrał mi najsmaczniejszy cukierek na Ziemi. Chcę ją pieprzyć od nowa, lizać jej dupę. Nie potrafię zapomnieć o dymaniu jej na stojąco. Jej ssanie doprowadzało mnie do szaleństwa. Chcę znów trysnąć w jej ustach. Chcę trzymać palce w jej cipce i łapać za pośladki, wsuwając paluszki w pupę. Chcę krzyczeć: "Jesteś moją suką!", "Obciągaj swojemu panu!", "Siadaj na mnie, będę Cię rżnął!", a potem spuścić się na twarz. 

        Z tej całej tęsknoty, żona korzysta w nadmiarze. Jestem nienasycony. Dymam ją i walę konia po trzy razy dziennie. Już mnie to męczy. Pomóc może chyba tylko kastracja. 

Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *