Kłócenie - godzenie
Na wyjeździe miałem wrażenie, że ciągle się kłócimy, po to by się zaraz godzić. Może to było celowe ze strony żony, bo wtedy rżnę ją ze złością, a ona preferuje taką brutalność.
Ostatniego dnia to samo. Oboje upici. Po powrocie do pokoju hotelowego, nie zastanawiałem się czy jest obrażona, czy ma ochotę na cokolwiek. Wyjąłem fiuta i wsadziłem jej prosto w usta. Obciągała, trzymając go głęboko. Gdy zwalniałem, sama zaczynała szybciej poruszać głową. Rozebrała się i położyła na plecach. Ja klęknąłem z boku, przy jej głowie, by mogła kontynuować ssanie. Jedną ręką trzymałem ją za włosy, drugą trzymałem w wilgotniej cipce. Napierałem penisem, aż było widać jak polik się rozciąga. Nie chciała przestać, wiec tak jak poprzednio klęknąłem okrakiem nad nią, by móc pieprzyć jej gardło penisem przechodzącym między cyckami, aż zaczęła się dławić. Gdy już miała dosyć, zacząłem ją pieprzyć.
Kazałem jej usiąść na mnie i ujeżdżać. Cycki ze sterczącymi sutkami falowały i ocierały się o moje usta. Spojrzałem na jej stopy i przypomniałem sobie moją lubą. Przez to prawie doszedłem. Poprosiłem o zwolnienie, musiałem zająć myśli czym innym, wyrzucić ją z pamięci. Była na skraju orgazmu, widziałem że chciała dalej nadziewać się na sztywnego penisa. Poruszała się teraz wolniej, ale mocniej napierając. Sutki twarde jak kamień, przyciskane przez język. Za chwilę krzyk i wije się w ekstazie.
Przekręcam ją na brzuch. Wkładam głęboko od tyłu. Zgięła kolana, widzę jej stopy i znów przypominam sobie ją. Chcę ją tak właśnie posuwać przy najbliższej okazji. Nie wytrzymuję i eksploduję. Spuszczam się zalewając cipkę, jakbym tydzień był bez seksu.
Myśli o niej szumią mi w głowie, zamiast przestać po rozładowaniu napięcia.

Komentarze
Prześlij komentarz