Wyznanie męża K., czyli smutny koniec.

 

        Po roku odczytałem wiadomość na FB od męża K. Wcześniej tego nie zrobiłem, ponieważ myślałem, że to są kompromitujące materiały na nas. Nie chciałem się denerwować. Zrobiło mi się potwornie głupio, jak tylko zobaczyłem co tam jest. Zdjęcie dzieci bawiących się w parku z podpisem "Rodzina, mówi ci to coś? To jest dla mnie najważniejsze, a ty wszedłeś w nasze życie. Z pozdrowieniami. Wkorwiony mąż i tata 2 dzieci."

        Czuję się jak skończony dureń. Bawimy się w romans, nie zdając sobie sprawy, że obok nas dzieje się tragedia zyciowa. Myślimy, że to nic nieznacząca zabawa. Że nic się strasznego nie dzieje. Ktoś jednak z kim żyjemy woła o pomoc. Krzyk rozpaczy. Bezradność i upokorzenie. 

        Czy gdybym wcześniej odczytał tę wiadomości, wszystko potoczyłoby się inaczej? Przecież w tym zdaniu zawarte jest wszystko. Miłość, uwielbienie i niemoc, być może związana z brakiem szczerej rozmowy. Temu facetowi zależało. To on był tym walczącym o dobro rodziny. Dlaczego się poddał? Myślę, że po drugiej stronie nie było chęci. Walka była jednostronna. W takiej sytuacji każdy kiedyś się poddaje. 

        Szkoda mi go, chociaż nie znałem do końca sytuacji panującej w domu. Ale z tego co wiedziałem, to on raczej był ofiarą. Zdradzany na okrągło. Stwarzanie sytuacji, w których podkreślało się brak zaufania, tylko potęgowało złość i narastającą frustrację. Nietraktowanie go jako faceta, partnera i ojca. W pewnym sensie dawanie mu plaskaczy w twarz. Godzenie w jego męstwo. Co mógł zrobić? Podnieść białą flagę i zostawić to na czym mu zależało.

        Smutne to i dołujące mnie strasznie, bo w pewnym stopniu ja też przyłożyłem do tego rękę. I gdybym wcześniej wiedział, pewnie zrezygnowałbym z K. i może próbował im pomóc.



Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *