Potwierdzenie desperacji Pani Prezes
Tak jak myślałem, wczorajsze spotkanie było tylko upewnieniem się ze strony pani prezes, że się nie zmieniłem. Rozmawialiśmy wieczorem o życiu, skoro K. była niedostępna i dobrze się stało. Boi się, że znowu będzie cierpieć, ale przy mnie czuje się swobodnie, mimo tego, że jestem dupkiem. Stwierdziła, że wyglądam tak samo dobrze, że jednak częsty sex oraz potrzeba bycia atrakcyjnym fizycznie dla kobiet mnie konserwuje. Ja tak nie uważam, myślę że się już trochę zestarzałem. Wniosek jest prosty, małżeństwo sprawiło, że jej mąż się nią znudził i do tego przestał o siebie dbać. Nawet najsmaczniejszy cukierek potrafi się przejeść. Dodatkowo myślę, że on raczej chciał się ustawić finansowo niż ożenić z miłości. Teraz ma jak u Pana Boga za piecem. Na koniec dla żartu napisałem, żeby wysłała mi ładną fotkę, tak bym nie mógł zasnąć. I za chwilę otrzymałem, to czego jej mąż nie doceniał.
Czarna bielizna, widać że droga. Delikatne, przezroczyste koronki i coś na kształt małych piórek. Oprócz ramiączek, po środku dodatkowe wiązanie ciągnące się od środka stanika do szyi, jakby to była obroża. Całość spinana małymi kółeczkami symulującymi metal. Majtki także przezroczyste, materiał przykrywający tylko w okolicach cipki. Ja osobiście wolę bieliznę prostą, zwykłą i gładką, przez którą wszystko czuć. Natomiast wizualnie, ta prezentowała się rewelacyjnie. Do tego czerwone, zamszowe szpilki. Delikatne, cienki obcas, trzymały się cienkim paskiem przy kostce i palcach. Lakier na paznokciach wygląda na bezbarwny, lub bardzo delikatny róż. Pozycja na stojąco, oparta jedną ręką o drzwi, ciało ułożone w łuk, jakby ktoś miał wystrzelić z niej strzałę, pupa wypięta. W takiej pozycji mógłbym się kochać. Od razu zacząłem walić i po wysłaniu zdjęcia penisa na jej prośbę, otrzymałem następną porcję, tym razem z twarzą. Prezentowała się centralnie. Kolano ugięte do przodu. Długie włosy opadające na ramiona. "Nic się nie zmieniłeś", "Mam ochotę, żebyś mnie przeleciał" - napisała pod zdjęciem. I to wszystko przy mężu, który chrapał obok.
Mieliśmy spotkać się w piątek rano w hotelu obok, bo nie chce swojego nowego, pierwszego razu robić w plenerze. A może źle jej się kojarzą nasze stare akcje, głównie dochodzące w samochodzie? Mieszka blisko, ale pandemia oraz wakacje, a przez to obecność dzieci w domu, nie pozwala na skorzystanie z najwygodniejszej opcji. Niestety wyjeżdża służbowo, a ja jestem niedostępny do środy, więc najwcześniej dojdzie do spotkania na koniec przyszłego tygodnia. Hotelowe spotkanie będzie tylko jedno, bo nie zamierzam kombinować od nowa. Zresztą cały czas zastanawiam się czy mi jest to potrzebne, czy się nie rozmyślę. Bo chyba robię to tylko po to, by przerwać nić uzależnienia od K.
A może potrzebuję tylko zwykłego zapatrzenia we mnie, zainteresowania moją osobą i świadomości, której nie daje mi K., że jestem jedyny? Sama informacja, że ona chce się ze mną dymać sprawiła, że nie mam już parcia na spotkanie, ale myślę, że mi to pomoże pozbyć się resztki nerwów związanych z K.

Komentarze
Prześlij komentarz