Poszukiwanie lekarstwa na miłość

 

        Czasami tęsknię. Od czasu do czasu serce bije mocniej. Miłe wspomnienie potrafi pojawić się znienacka i zaprzątnąć umysł do rozmyślań. Sprawdzasz maila, zerkasz na Instagram, odpalasz Facebooka. Patrzysz czy kropka przy statusie świeci na zielono, uruchamiasz telefon co minutę. Często to wystarczy, potwierdzenie że żyje, ma się dobrze, nie potrzebuje mnie już, rozpoczęła nowe życie. "To wspaniale" - wmawiam sobie, chcę się cieszyć z jej szczęścia. Trzeba iść na przód, nie oglądać się za siebie. Ktoś inny jest teraz szczęściarzem. Uśmiecha się do niej, patrzy w jej oczy, słyszy śmiech, trzyma za rękę, całuje. Nie musi się spieszyć, jest przy niej. Smakuje każdą minutę, na większe kęsy przyjdzie jeszcze czas. Rozmowa, szepty do ucha, otarcie polikami, splecione języki. Miłość. Potem rozczarowanie, ból i łzy. 

        Żeby nie zwariować, muszę znaleźć inny obiekt westchnień. Antidotum. Kogoś kto wyssie resztki uczuć z mojego fiuta, kto wyciśnie pamięć ujeżdżając mnie, dziewczynę której trysnę na twarz tęsknotą, a potem zerżnę wiedząc, że znów jestem zimnym draniem bez serca. Nie chcę tego, ale to jedyny sposób na uleczenie. Pani doktor wydaje się być idealną kandydatką. Rozczarowana mężem, zajmująca się sama dzieckiem, niezaakceptowana przez innych w pracy, a przez to osamotniona. Takie osoby potrzebują wsparcia, pomocnej dłoni, ramienia na którym mogą się wypłakać. W zamian oferują obciąganie, dymanie i wszystko na co masz ochotę. 

        Do środy muszę się wstrzymać ze wszystkim, następne badanie. A wieczorem wyjście firmowe, potrzebuję znów się upić.



Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *