Ostatnie marzenia, czyli co bym chciał zrobić z K.
Jeszcze niedawno, gdy K. przestała się do mnie odzywać, byłem pogodzony z tym, że już nie będziemy mieli ze sobą kontaktu. Teraz, gdy rozmawiamy ze sobą, na nowo nakręcam się. Jak tylko ją zobaczę, mam ochotę walić konia. Dziś oddałem próbkę myśląc jak jej wsadzam.
Mam pomysł, by przyjechać do niej rano przed wyjściem do pracy, wejść przez niezamknięte drzwi i wziąć ją na śpiocha. Wsunąć się pod kołderkę, zdjąć majtki, wsadzić język między pośladki, a potem fiuta. Najpierw w cipkę potem w pupę. Klasycznie, od tyłu i na stojąco przy kanapie. Oparłaby się o nią, albo przełożyła w pół, a ja trzymając ją za pośladki wsadzałbym jej głęboko w obie dziurki. Usiadłbym na brzegu łóżka, a ona klęcząc przede mną, ssała by mi kutasa, liżąc jajka i pod nimi. Następnie na łóżku, leżąca na plecach, z poduszką pod głową, otworzyłaby usta, a ja waliłbym ją w nie. Czasami dał polizać jaja by nie dojść za szybko. Następnie penetracja w pupę i stopa w ustach, masowanie cipki palcami. Chwilę znowu w muszelkę, ocieranie końcówką penisa łechtaczki. Mogłaby też usiąść na mnie, tak bym mógł trzymać jej poślaki. Lubię gdy zakłada na mnie stopy, a piersi są na takiej wysokości, bym mógł polizać sutki. Doszłaby klasycznie, a jeżeli by pozwoliła doszedłbym w pupie, patrząc jak potem wszystko wypływa.
Gdyby był jeszcze czas, można by powtórzyć wszystko podczas kąpieli.

Komentarze
Prześlij komentarz