Niedzielny rytuał małżeński
Leżę sobie rano z żoną i przytulamy się do siebie. Jeżeli nie leżymy na łyżeczkę, to kładzie zawsze głowę na mojej piersi, oplata mnie ręką, a nogę kładzie tak jakbym miał jej zaraz wsadzić fiuta. Udem pociera penisa, czasem dłonią i masuje jaja. Tak się lubi nakręcać. Prawą ręką owijam szyję, przyciskam ją do siebie mocno. Czasami trzymam dłoń na głowie. Lewą często kładę na pupie, ściskam, głaskam, bawię się dziurkami, daję lekkie klapsy, patrząc jak pośladki falują. Drobne pocałunki. Gdy jest gotowa, zazwyczaj kładzie się na boku, unosi nogę do góry, a ja wchodzę w nią od tyłu, przytrzymując łechtaczkę ręką. Po wszystkim jeszcze tulimy się do siebie.
Potem przygotowuję śniadanie, to już codzienny rytuał. Nic szczególnego. Parzę herbatę z cytryną. Gdy jest sezon, kroję dużo warzyw i układam je na talerzach, tak by tworzyły ładny kolorowy wzór. Barwy na przemian, pomidor, ogórek, rzodkiewka, sałata, czasem mango lub sałatka skrojona dzień wcześniej. Do tego jajecznica z cebulką lub parówki. Po dwie kromki chleba i żółty ser. Od czasu do czasu pasztet lub jakaś pasta. Wspólne posiłki są ważne, podtrzymują więź rodzinną. Są odzwierciedleniem panujących relacji. Po śniadaniu jeszcze często leżymy razem, oglądając telewizję, jeżeli zaciekawi nas jakiś program. Ostatnio masuję jej stopy. Podniecają mnie, mam ochotę je lizać. Widzi to i często mnie nimi drażni, gładząc podbrzusze.
Patrząc na to wszystko, zastanawiam się jak jest w innych małżeństwach. Czy inni też potrafią przytulać się do siebie na okrągło, po tak długim stażu? Czy tylko ja mam szczęście i trafiłem na osobę, która w takim samym stopniu ma silną potrzebę wtulania się w innych. Oczywiście nie jest zawsze kolorowo, są też kłótnie i zgrzyty. Mieliśmy się przecież rozwieść, bo było tragicznie i wydawało się, że nie ma już nadziei. Ale bez względu na sytuację, będąc na spacerze zawsze trzymamy się za rękę. Syn to widzi i gdy przytulimy się w troje, powtarza, że my to się kochamy.
Nie wiem więc, dlaczego ja ciągle szukam czegoś na zewnątrz. Mam szczęście przy sobie, tylko trzeba to sobie co dzień uświadamiać. A może nie szukam, tylko zło znajduje mnie samo? Diabeł, który kusi przy pomocy prostych, prymitywnych instynktów, by w łatwy sposób zepsuć to co dobre. Chcę być uczciwy, ale musiałbym się onanizować co dzień co parę godzin, by szatan nie podpowiadał mi złej ścieżki postępowania.
Teraz czas na spacer do kościoła, ostatni element dnia, przed częstym zwiedzaniem starówki.

Komentarze
Prześlij komentarz