Dylematy psa ogrodnika
Czym tak naprawdę się stresuję? Może tu nie chodzi o seks, tylko o to, że tracę przyjaciółkę, kogoś komu mogłem się zwierzyć ze wszystkiego, kogoś przed kim nie miałem tajemnic, przed kim mogłem być sobą. Teraz znów będę się dusił swoimi skłonnościami do udawadniania sobie, że jestem w stanie kogoś zainteresować. Boję się, że zacznę szukać ofiar do wykorzystania, że zacznę znęcać się nad kimś, odgrywając się losowi za utratę kolejnej bliskiej mi osoby. Zawsze kończy się tak samo. Jak tylko kogoś polubię na tyle, by być mu oddanym, wiernym i szczerym w postępowaniu, świat się zaczyna walić. Odchodzą i tracę je bezpowrotnie.
Jeżeli komuś zależy na kimś, to nie może mu zabraniać żyć w imię własnego egoizmu. Każdy ma prawo do szczęścia bez względu na to jak je sobie definiuje. Potrzeby są różne. Zabawa, szaleństwo, brak hamulców albo zacisze domowe, spokój i wyciszenie. Wszystko według uznania. Na końcu i tak sumienie wszystko podsumuje. Czy czyniliśmy dobrze, czy nas poniosło i teraz żałujemy? Czy to było konieczne, czy tylko przykryliśmy na chwilę nasze problemy? Jak z narkotykiem. Boli nas dusza, to przyćpajmy życia! Bądźmy na haju swobody działania! Brak obowiązków, problemów i użerania się z drugą połówką! Odstawmy prawdziwe życie na bok. Poczujmy się z powrotem dziećmi. Jesteśmy wolni.
Ale gdy przychodzi otrzeźwienie wpadamy w jeszcze większy dół. Problemy nie zniknęły, obowiązki czekają, jesteśmy sami i musimy dźwigać swój krzyż od nowa, aż do następnego upojenia, tracąc swoją godność. Samotność jest najgorsza i jeżeli rodzina lub przyjaciele przy nas nie trwają, to idziemy na dno. Czasami wydaje nam się, że otacza nas mnóstwo bliskich ludzi, dzięki którym idziemy przez życie z uśmiechem. Tylko czy możemy powiedzieć im jak źle nam jest samym ze sobą? I czy oni powiedzą nam jak źle postępujemy, czy nie zechcą nas skrzywdzić? Trzeba żyć w zgodzie ze sobą i być świadomym porażek, bo przyjaciel, który powie nam jak postępować, nie będzie przeżywał bólu, którego sobie przysporzymy.
To czego ja muszę się oduczyć od nowa, to cholernego sprawdzania co pięć minut telefonu, w nadziei, że ktoś napisze. I tak gdy dopada mnie ciemność zaczynam pisać nieśmiało: "Jak mija dzień?", by przy braku odpowiedzi wracać do starych znajomości. Zaczynam też terapię odwykową od K., bo coraz ciężej mi się oddycha. Nie funkcjonuję już normalnie. W pierwszej kolejności zacznę od wypisywania jej wad i czytania ich każdego dnia.

Komentarze
Prześlij komentarz