Rozdarcie - czyli tęsknota za K.
Dostaję konwulsji, dosłownie moje ciało się trzęsie. Jak tylko słyszę lub widzę, że jacyś faceci kręcą się obok Kluseczki, mam ochotę wstać i biec przed siebie. Nie mogę nic zrobić, bo jedyne co może mi pomóc to uścisk lub rozmowa. Ostatnio tak mnie ścisnęło, że aż musiałem koniecznie do niej zadzwonić. Jej głos sprawia mi ulgę, czuję się wtedy bezpieczniej, jakby była obok, jakby była moja. Chwilowa ochłoda mojego serca.
Zadziwiające, że napływ uczuć zalewa nas wtedy gdy tracimy kogoś bezpowrotnie. Mamy ochotę mówić Kocham, tęsknię, szaleję z miłości. Chciałoby się jeszcze raz dotknąć tej osoby, pocałować, przytulić, tak bez szorstkości, z namaszczeniem, delektować się chwilą, wielbić każdy kawałek ciała. Wracasz wspomnieniami, widzisz usta, oczy wpatrzone w ciebie gdy wchodzisz w nią delikatnie, biodra wypięte w twoją stronę, pupa którą mogłeś lizać, stopy w twoich ustach lub zaczepione o uda, gdy siedziała na tobie i falujące piersi z sutkiem w twoich ustach. Poznałeś ją na tyle, że seks jest tak charakterystyczny, że teraz brakuje ci tych nierozerwalnych elementów całego rytuału. Delikatnie dotykanie własnych piersi nawilżonymi palcami, masaż łechtaczki, specyficzne ruchy biodrami, jęki i wzdychanie, słowa tuż przed i w czasie orgazmu i zwijane palce stóp w ekstazie.
To wszystko siedzi w mojej głowie i nie mogę przestać o tym myśleć. Pojechałem ostatnio rowerem w dłuższą trasę, zmęczyć się na tyle by wyczyścić pamięć chociaż na chwilę. Nie pomogło. Co chwila zerkałem na telefon, zamiast cieszyć się otaczającą przyrodą, zastanawiałem się co robi K. Czy ona też o mnie myśli, czy tęskni, a może też zerka na telefon? Tylko po co? To ja tracę, ona zyskuje wolność i życie bez ograniczeń. Nie mogę pozbyć się bólu związanego z rozstaniem. Nie mogę wyrzucić z siebie myśli, że ktoś ją teraz dotyka. Nie mogę przeboleć, że moją Królewnę ktoś teraz bezcześci. Nie mogę nic poradzić na to, że jakiś cwaniak właśnie ją wykorzystuje.
To obowiązkowy bonus za szukanie bliskości poza małżeństwem. Mówi się, że to tylko seks, czysty układ bez zobowiązań. Ale natury się nie oszuka. Seks to tylko zapalnik do rozpoczęcia reakcji uzależniającej. Robi z ciebie ćpuna. Masz spróbuj póki jest okazja. To nic nie boli. Nic się nie stanie. Wsadzisz parę razy, a potem się rozstaniesz. Zaliczysz i złapiesz następną naiwną. Tylko w tym przypadku to ja byłem naiwny. Bo poza seksem była też rozmowa, więź i swoboda przebywania ze sobą.
Teraz tęsknię, będąc obserwatorem własnego upadku. Ścisk w żołądku i rozrywająca niemoc w oczekiwaniu na działkę w postaci chwilowego kontaktu.

Komentarze
Prześlij komentarz