Granice romansu
Skoro przeżywam tak mocno rozstanie mimo stawianego dystansu, to chyba dobrze, że pilnowałem się i nie brnąłem w większe zaangażowanie. Zakochany po uszy umarłbym teraz z tęsknoty. A tak cierpię jedynie na bezsenność, brak apetytu i apatię. Przychodzenie do pracy staje się bezcelowe, nic mnie nie cieszy. Nikt się nie uśmiecha, czuję się niepotrzebny i osamotniony w swoich potrzebach. Nie ma się do kogo przytulić, nie ma komu zwierzyć, brakuje mi osoby, której mógłbym zaufać. Z drugiej strony żałuję, że nie mogłem więcej i intensywniej nacieszyć się jej obecnością. Tyle razy walczyłem ze sobą, planując wspólne nocowanie. Poprzednie historie nauczyły mnie, by pilnować się i nie brnąć za głęboko. To był mój pierwszy związek, w którym zachowałem w jakimś stopniu dystans, w którym nie kombinowałem i nie oszukiwałem żony, by odwalić niepotrzebny numer. Dlaczego tak się stało? Być może dlatego, że przekroczyłem wiek, w którym nie chciałem robić rewolucji życiowych. Nie potrzebuję dodatkowego stresu. Chcę umrzeć w spokoju, a zamykając ostatni raz oczy, uśmiechnąć się do siebie po wspomnieniu najpiękniejszych chwil.
Uwielbiam mówić Kocham, uwielbiam rozmawiać o uczuciach, ale takie rozmowy wkręcają. Na początku słowa pojawiają się bezwiednie, potem coraz bardziej świadomie, aż w końcu dusisz się jeżeli nie możesz wyznać miłości przy byle okazji. I po co to wszystko? Sprawiamy sobie niepotrzebny ból, rozbijając w drobny mak dotychczasowe życie.
Może to ze mną jest coś nie tak. Odkąd pamiętam jestem nienasycony w przytulaniu. Mógłbym stać z kimś w objęciach całodobowo. Przecież z żoną przytulam się na okrągło, pod tym względem dobraliśmy się idealnie. Czego szukam poza małżeństwem? Docenienia? Może innego spojrzenia, z większym uwielbieniem? A może świadomości bycia bogiem. Zakochana kobieta jest w stanie znieść wszystko. Czuję wtedy władzę i bezpieczeństwo, bo to ja decyduję kiedy i co robimy. W końcu jest wszystko po mojemu.
Z Kluseczką było inaczej, to zbyt indywidualna osobowość. I tego się bałem. Role by się odwróciły, stałbym się niewolnikiem, który jest na każde zawołanie. Prędzej czy później zacząłbym robić z siebie pajaca, o ile już z siebie jego nie zrobiłem. Płaszczę się i poniżam, zamiast machnąć na wszystko ręką i wyruchać wszystko co jest w okolicy. Znaleźć zamiennik, namiastkę tego co miałem, kogokolwiek kto w minimalnym stopniu zastąpiłby mi stan osamotnienia. Nawet nie chodzi o seks, a o bycie z kimś kto cię lubi. Zresztą seks to jest teraz ostatnia rzecz jakiej potrzebuję.
Na razie wystarczą mi zdjęcia K. i moja własna ręka. W czwartek rano badanie nasienia .....więc chwilę powspominam.

Komentarze
Prześlij komentarz