Ból i cierpienie czyli koniec K.

 

       Pierdolona rozpacz i bezradność!!! Nienawidzę tego uczucia. Przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. Małymi kroczkami stąpa po płatkach twojej świadomości, rozdeptując radość życia. Jesteś wesoły? To popatrz teraz! Tępy śrubokręt wbity w podbrzusze radośnie wierci ci dziurę przy próbie zapomnienia. 

    Właśnie zaczęło się stadium objawu odstawiennego. Kluseczka zmieniła pracę, rozwodzi się i szuka sobie faceta. Miałem nadzieję, że to ja będę tym, który ją rozdziewiczy po zabiegu zmniejszenia cipki. Miałem nadzieję, że koniec będzie następował powoli. Miałem nadzieję pobyć z nią w łóżku, w jej domu, dopóki nie poszła do pracy. Czuję się jak fiut, który nie jest już nikomu potrzebny. I to właśnie wtedy jak zacząłem starać się być w porządku w stosunku do K. 

    Moim zdaniem, to był kres moich poszukiwań. Jeżeli mam oceniać wszystkie partnerki, to ona spełniała moje wymagania całkowicie. Brakowało tylko łóżka i wspólnych nocy, w które się nie pchałem z powodów bezpieczeństwa. Znam się i gdybym poszedł na całość, odpłynąłbym całkowicie, tracąc głowę w miłosnym uniesieniu. Już dawno zrozumiałem, że rodzina jest najważniejsza i bez względu na moje potrzeby, należy trwać w związku pozbywając się części egoizmu.

    Zresztą seks to nie wszystko. Zauważyłem, że u mnie stałe spotkania seksualne idą nierozerwalnie z czymś więcej niż tylko rozładowanie napięcia. Akurat ona była pozytywnym wariatem na moim poziomie. Wspólne wygłupy, śmiech i rozmowy. Im dłużej jej nie ma, tym bardziej mi jej brakuje. Czuję pustkę i zdołowanie, nie ma do kogo się przytulić w pracy. Jakby ktoś zabrał cząstkę mnie. Nawet żona zauważyła, że coś ze mną nie tak. Myślami jestem daleko, rozpraszam się w czasie seksu. Podczas ostatniego spotkanie z K. też nie mogłem się skupić, głowa była pełna negatywnych emocji. 

    Wiem, że jestem jak pies ogrodnika. Sam nie mogę i komuś nie pozwalam. Wkurwiam się coraz bardziej, że moją idealną K. będzie za chwilę posuwał ktoś inny, a mi jedynie zostanie wspomnienie podsycane zachowanymi fotkami. A ja co mam zrobić? Ostatnio po długiej przerwie napisała nauczycielka, pewnie ją przycisnęło. Nie odpisałem. Nie mam ochoty spotykać się i kombinować z innymi. Dla mnie K. to był układ idealny, bezpieczny i w jakimś stopniu zdrowy przez kontrolowanie swoich zapędów miłosnych i ogromnej potrzebie oddawania czułości.

    Jednego jestem pewien, była jedyna i niepowtarzalna. 



Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *