Dlaczego się onanizuję

 

          Wiem już od dłuższego czasu, że nie powinienem podejmować jakichkolwiek decyzji bez wcześniejszego zwalenia sobie konia, najlepiej dwa razy. Zachowanie przypomina sposób działania ćpuna. Uzależniony człowiek jest w stanie obiecać wszystko, by dostać działkę. Gdy nie jestem świeżo po orgazmie, działanie mojego mózgu ukierunkowane jest wyłącznie w kierunku seksu. Przychodzą mi najróżniejsze pomysły, fantazje dają o sobie znać, chcę umawiać się na spotkania, mówić co mi ślina na język przyniesie, byle tyko doszło do zbliżenia. Konsekwencje czynów przestają się liczyć, ważne jest tylko pozbycie się napięcia, które powoduje drgawki całego organizmu.

          Próbowałem ostatnio przeżyć jeden dzień bez onanizmu i to przed spotkaniem z Kluseczką. To był zły pomysł. O ile dałem radę przetrzymać dobę, o tyle następnego dnia nie mogłem uprawiać seksu. Byłem tak pobudzony, że każdy najmniejszy ruch doprowadzał na granicę wytrysku. Unikałem nawet trzymania rąk na czymkolwiek, bo złapanie przykładowo pośladków w ręce wzmagało dodatkowo podniecenie. Z jednej strony mogło to być pozytywne doznanie, bo nie mogłem "dymać", a jedynie delikatnie się kochać. Przypominało to bardziej seks tantryczny niż szał ciał, w którym dąży się do wyżycia fizycznego. 

          Czasami zastanawiam się, czy powolne odstawianie seksu, poprawiłoby moje normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Tylko co to znaczy powolne odstawianie? Na godzinę, dwie, pół dnia, wydłużenie czasu o minutę każdego dnia? Wczoraj przykładowo, po przytuleniu Kluseczki pod koniec dnia, musiałem iść do toalety firmowej zrobić sobie dobrze. Po pracy przebywając w markecie już byłem ponownie nakręcony. Kontakt z nadmiarem ludzi zawsze przyczynia się do pobudzenia. Próbuję z tym walczyć, ale automatycznie analizuję kształt każdej przechodzącej kobiety, widzę je nago i zastanawiam się jak zachowują się w łóżku. Po powrocie do domu musiałem ponownie się onanizować. 

          W nocy natomiast nie mogłem spać. Ostatnio widzę na okrągło obraz mojej K. To ona jest motorem nakręcającym mnie obecnie. Mam przed oczami jej stopy uniesiono wysoko, a potem pulsujący z rozkoszy fiut znajdujący się w jej ustach. Wyobrażam sobie jak uchyla usta by sperma mogła rozpłynąć się po penisie. Lubię przetrzymać ten moment, jeszcze chwilę popatrzeć jak jej usta oplatają go, gdy skurcze słabną. Patrzenie na nią sprawia mi przyjemność, zwłaszcza gdy siedzi na mnie okrakiem, a ja trzymam ją za pośladki. Ściskam je i nadaję rytm, czasami wkładając paluszek w pupę. Ta pozycja ostatnio najbardziej mnie podnieca. Nie chciałem już robić tego w nocy, poczekałem aż rano żona wyjdzie do pracy i spuściłem się do ostatnio przesłanych zdjęć. Potem zasnąłem na godzinę, by wstać do pracy z trzeźwiej myślącym rozumem. 

          Myślę, że K. jest dla mnie trochę jak paczka papierosów, którą trzyma w szafce palacz rzucający nałóg. Czuję, że to dzięki niej przestałem chodzić na seks randki i szukać nowych wrażeń. Wiem, że mogę mieć wszystko co lubię właśnie u niej. To, że zaspakaja mnie całkowicie, sprawia że nie muszę szukać nowych bodźców na zewnątrz. Nawet niewinne przytulenie w pracy czy pocałunek daje ulgę. Dodatkowe emocje w pracy przy osobie, z którą lubi się przebywać i rozmawiać sprawiają, że z uśmiechem przychodzisz do pracy, a twoje życie jest przepełnione radością.

          Tylko jedna myśl nie daje mi spokoju. Czy w związku z moim drugim życiem, jestem złym ojcem i mężem? Nikogo nie krzywdzę, staram się być wzorem i wsparciem w domu oraz dodatkowo w ramach bezpieczeństwa emocjonalnego nie uprawiać seksu zbyt często z K., by nie stracić zdrowego rozsądku i nie odpłynąć w całkowitym nałogu. 

          Wiem, że każda wymówka jest dobra, ale skoro nie można pokonać słabości, to może warto pogodzić się z nią i przyjąć do wiadomości, że tak już zostanie. 

Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *