Kiedy nie ogarniasz kurnika


          Nadchodzący firmowy grill i spodziewane kłopoty. Jeżeli w jednym miejscu masz kilka dziewczyn, z którymi się dogadujesz, to przychodzi w końcu czas konfliktu interesów. Jedna coraz bardziej zazdrosna o drugą, czy trzecią. Każda przeprowadzi swoją własną analizę mojej osoby. A to, że cwaniak jestem, bo robię sobie duże zaplecze, a to że specjalnie wzbudzam zazdrość, albo że celowo staram się kogoś skrzywdzić by w ten sposób pozbyć się danej osoby i mieć spokojne sumienie, że mogę zająć się następną wybranką. 

     Nic z tych rzeczy. Jeżeli ktoś mnie zaspakaja, to nie mam powodu szukać nikogo na boku. Lubię zwyczajnie czuć bliskość innych osób. Jeżeli ktoś jest w stanie się do mnie przytulić, to działa to jak plaster miodu na wszelkie dolegliwości. Ale nic na siłę, co za dużo to niezdrowo. Osaczenie jest męczące. 

          Zakrapiane spotkanie jest okazją do nawiązania głębszych relacji. Tyle, że przy nadmiarze dziewczyn, zawsze ktoś będzie pokrzywdzony.  Poświęcę uwagę jednej, to druga się obrazi. Już wiem, że będę czuł na sobie wzrok Kluseczki. Potem zapewne lament i płacz, że robię to celowo. Pewnie i tak się skończy seksem z nią gdzieś na biurku w wolnym pokoju. Ale ją mam na co dzień. Potrzebuje oddechu, bo powoli zaczyna to wyglądać jak małżeństwo. Krzywe miny jak tylko uśmiechniesz się do innej. Ciągłe pytania o związek i uczucia. Paplanie. A ja chcę się trochę pośmiać z kimś kogo nie mam przez cały tydzień. Rozumiem, że to może być czasem przykre. Ale chcę poznać tajemnice reszty niewiast. Z nowymi osobami też warto się zaprzyjaźnić. To nic poważnego, zwykły powiew świeżości, przy trzymaniu się tej jednej najlepszej.

          Teraz jest duża presja. Kluseczka zaznaczyła teren i nie waż się nikomu wchodzić do jej ogródka i jej kogucika. To ona tylko ma prawo go dokarmiać i dbać żeby dziobał tylko ją. Reszta boi się wejść w konflikt. Albo cichnie, albo trzyma dystans. Widać, że chciałyby się powygłupiać, ale jak tylko pojawia się gospodyni, wszystkie kury rozbiegają się w popłochu. Przecież wiadomo, że z niej nie zrezygnuję, bo jest mi za dobrze. Ale obawa z jej strony jest tak duża, że strach z nią przebywać gdzieś w towarzystwie. Jedyne o czym zaczynasz myśleć, to spodziewane awantury. Przestajesz się relaksować podczas imprez, a zaczynasz traktować obecność jak obowiązek.

          Wychodzi na to, że mam drugą żonę, z którą nawet jeżeli kiedyś się rozwiodę to miłe wspominania zostaną na długo. 


Komentarze

  1. To co Ty robisz to jest asekuranctwo. Nie wiem czy wiesz,ale mozna rozmawiać i bawić sie z różnymi kobietami jednocześnie nie dając poczucia zagrożenia innym. Mam nadzieję, że kiedyś któraś sie zorientuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było niepotrzebne zachowanie, wynikające z obawy o utracenie kontroli nad własnym postępowaniem. Budowanie bariery wydawało się najbezpieczniejszą formą nie stracenia zdrowego rozsądku.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *