Pod prąd, czyli chcieć a móc
Nie znaczy to, że jest gorzej, czy mniej przyjemnie. Wręcz przeciwnie, jest idealnie gdy znamy już swoje potrzeby, które dzięki drugiej połówce mogą być realizowane. Z moją K., mógłbym co dzień po dwa razy, bo zaspakaja mnie w każdy możliwy sposób. Mam wszystko co lubię i o czym marzę. Jest lizanie jaj, pieszczenie pod jajami, wkładanie jednocześnie w tyłek i w cipkę, mogę lizać jej stopy i skończyć w ustach lub na twarzy. To mój skarb, którego szukałem długo. Nawet pisząc o tym od razu dostaję wzwodu. Lubię patrzeć jak mój penis wchodzi głęboko gdy ma uniesione stopy. Lubię czuć jej język w moich ustach. I co najważniejsze, lubię z nią przebywać, rozmawiać i śmiać się, kiedy tylko jest okazja. Nawet lubię się z nią pokłócić od czasu do czasu, pokrzyczeć na nią i wysłuchać jej lamentów. To wszystko świadczy o czymś więcej niż tylko trzymania mnie jako "najpiękniejszego penisa świata".
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdy tylko trafi się dobra okazja do bycia razem, niewidzialna siła robi wszystko by z niej nie skorzystać. Tak jak teraz. Przez tydzień moja K. jest dostępna bez ograniczeń, a ja nie mogę się spotkać, bo jestem albo zasypany projektami z pracy, albo muszę siedzieć w domu z powodu spraw rodzinnych, albo pojawiają się dni płodne żony, gdzie muszę być zwarty i gotowy z niezmarnowanym nasieniem. Dodatkowo kiedyś mogłem korzystać na zewnątrz, a potem poprawić w domu. Teraz po spotkaniach z K., nie mam ochoty iść gdziekolwiek, bo mam świadomość, że nie będzie tak dobrze jak z nią. Seks potem wydaje mi się niekompletny. A ja chcę robić wszystko to co robimy razem.
Wkurza mnie to i wiem, że przez to ona spotka się z kimś innym. Nie mogę przez to spać. Kładę się około pierwszej-drugiej w nocy, a budzę się o czwartej-piątek nad ranem. Jak pies ogrodnika, sam nie mogę i komuś nie dam. Tyle, że ja chcę, ale nie mogę. Ogrania mnie smutek. Przestałem odpisywać nauczycielce, która chyba z nudów chce żebym ją odwiedzał, bez względu na to jak źle ją traktuję. Nie piszę z byłą, która też z braku pracy chciałby robić coś więcej niż siedzieć w domu. Czuję wściekłość i bezsilność. Chciałbym traktować K. poważnie, ale rodzina jest na pierwszym miejscu. Ustawianie priorytetów inaczej, kończyło się bardzo źle w przeszłości. Nie chcę popełniać ponownie tych błędów.
Pozytywnym elementem było odezwanie się "fanki", z powodu chwilowego wyłączenia bloga by zazdrosny mąż K. przez przypadek nie poczytał o moich wybrykach. Zrobiło mi się miło, że ktoś chce znać moje myśli.
Co do mojej K. Siedzenie w domu każdemu dało się we znaki. Brak obecności sprawia, że emocje słabną, brak seksu sprawia, że uzależnienie maleje. Kochamy przecież tych, z którymi sypiamy najczęściej. A po dłuższym przestoju, moja żona w końcu machnęła na wszystko ręką i trzy dni pod rząd mnie zaspokajała, pewnie tylko z powodu nadchodzących dni płodnych, ale kto by na to zwracał uwagę. Z moją K. ciągle piszę, bo brakuje mi jej obecności, brakuje mi w ogóle obecności w pracy i kontaktu z ludźmi.
Myślę, że wszystko powróci do "normalności" jak znowu będziemy przebywać w biurze. Poziom uzależnienia wróci do normy, częstotliwość seksu pewnie wzrośnie i znów będziemy szczęśliwi, uśmiechając i tuląc się do siebie.

Komentarze
Prześlij komentarz