Dlaczego mówimy Kocham?


     Czy na pewno mnie kochasz? Często słyszymy takie słowa od niepewnych siebie osób. A skąd wiesz, że mnie kochasz? - usłyszymy dalej. Czy naprawdę trzeba się tłumaczyć ze słów wypowiadanych z potrzeby serca? Jeżeli ktoś coś takiego mówi, to znaczy, że akurat tak czuje.

     Facetom ciężko przechodzi przez gardło to słowo, ponieważ podkreślają w ten sposób swoją słabość. Odkrywają karty, z łowcy stają się ofiarą. W dodatku ryzykują wyśmianie z banalnie wyznanego uczucia. Przecież taka szowinistyczna świnia jak ja nie wie co to miłość. Przecież ja to mówię tylko po to by zaliczyć kolejną naiwną. Ryzykujesz zrobienie z siebie idioty. Dlaczego to powiedziałeś? Bo się dusiłeś i od dawna chciałeś to powiedzieć, tylko brakowało okazji i odwagi. Ale w sprzyjających warunkach dajesz ponieść się emocjom i robisz z siebie idiotę. Smakujesz tego czego chciałeś chociaż przez chwilę, by potem stracić wszystko bezpowrotnie.

     Skąd wiem, że kocham? Może dlatego, że ciągle myślę o tej jedynej, bo nie ma chwili bym o niej nie wspomniał. Bo czym jest miłość? Tęsknotą? Ściekiem żołądka, gdy nie ma jej obok? Chęcią ciągłego kontaktu? A może wiecznym trzepaniem konia do zachowanych w archiwum fotek? Spojrzenie, uśmiech, zapach, dotyk - czujesz to wszystko gdy zamkniesz oczy. Szczegóły trzymane głęboko w pamięci, których nikt nie dostrzegł. Gesty, głos, charakterystyczne ruchy, z których jesteś w stanie wyczytać emocje.

      I złość wynikająca z niemocy. Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko. Chcesz żyć w małżeństwie jako uczciwa głowa rodziny, bez krętactwa, kłamstwa i w poszanowaniu siebie nawzajem, ale jednocześnie być z kimś na boku, czerpać przyjemność z nowych doznań. Cieszyć się tym co dobre, tym co koi twoje serce, nerwy i sprawia, że ciarki przechodzą ci przez całe ciało. Same przyjemności bez zmartwień życia codziennego. Krótkotrwały raj. A potem znów złość, bo nie wiesz co się dzieje gdy nie patrzysz. Zastanawiasz się co robi w tej chwili albo gdy jest poza domem bez ciebie. Niepokój, smutek i lęk wynikający trochę z oceniania ludzi poprzez pryzmat własnej osoby.

     Zostaje cisza przerwana spadającą łzą na kurczowo trzymanej poduszce.


Komentarze

  1. Myślałeś o terapii? Jako schizorrenik pownieneś się na nią udać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam sobie robię terapię. Jak się zakochuję to nie potrzebuję stada kobiet. A jak cierpię odrzucony to bzykam wszystko co mi stanie na drodze, aż zapomnę dlaczego jest mi źle.

      Usuń
    2. A z jakiej miłości wyleczyła Cię ta obecna miłość,bo to ona jest teraz chyba bzykana i czy tylko ona? Idzie współczuć dziewczynie,że ją traktujesz tak przedmiotowo.

      Usuń
    3. Jeżeli z kimś dłużej jestem to znaczy, że nie traktuję tej osoby przedmiotowo i ta osoba wystarcza mi w zupełności.

      Usuń
    4. To jest trochę przedmiotowe, jeśli tylko ją bzykasz. Ciekaw jestem czy ta kobieta odwzajemnia uczucia?Wydaje mi się ona fascynującą osóbką z tego co piszesz o sexie. Szkoda takiego skarbka.

      Usuń
    5. Bzykam za rzadko i lubię przebywać w jej towarzystwie.

      Usuń
  2. Nie można samemu sobie robić terapii. Ja sama jestem nimfomanką, uzależnioną także od pornografii i masturbacji. Perwersja itp. zachoachowania nie są mi opce. Wszystko to wzieło się z faktu, że w wieku 6 lat byłam molestowana. Właśnie chodzę na terapię. Nie piszę tego, ponieważ oczekuję współczucia, a raczej dlatego by uświadomić Ci, że Ty jej bardzo potrzebujesz i sam tego nie zrobisz. To, co robisz to ucieczka. Ja też tak robiłam. Sypiałam z różnymi mężczyznami. Wieczorem spotykałam się z jednym, a na drugi dzień po południu z drugim. Poczucie ulgi i wolności było chwilowe, bo gdy było po wszystkim czujłam się sto razy gorzej. Docierało do mnie, że robię to tylko po by zaznać choć trochę miłości. W tym nie było miłosci, a moment, w którym sobie to uświadamiałam był jak zderzenie z bolesną rzeczywistością. Jedyne, co miałam wtedy to poczucie, że Ci faceci wzięli sobie trochę mnie i każdy wziął po kawałku, a ja stałam z porozrywaną mną. To poczucie, że gdy znajdę mężczyznę swego życia i nie będę mogła dać mu całej mnie, bo przecież już inni trochęwzięli jest, równające się ze wstydem i uczuciem beznadziejności. Nie polecam. Pomijają fakt, że krzywdzisz te kobiety tak naprawdę krzywdzisz sam siebie. Tylko z drugiej strony nie wiem czy to wszystko, co opisujesz jest prawdą. Zakładając jednak, że twoje opisywane przeżycia miały miejsce i tak to, co piszesz w jaki sposób postrzegasz rzeczywistość, te kobiety, siebie, tych kobiet emocje oraz swoje jest po prostu nie prawdą. Bo będąc schizofrenikiem nie jesteś w stanie racjonalnie i krytycznie na to spojrzeć. Z resztą nawet to, co Ci napisałam nie dotrze dotrze do Ciebie ze względu na Twoją chorobę. Mimo to wszystko czego szukasz to właśnie miłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że w jakimś stopniu zdaję sobie z tego sprawę. Poczucie winy pojawia się często, zwłaszcza po rozładowaniu napięcia. Przychodzi refleksja, a za chwilę znowu muszę się onanizować, przeglądać portale, albo jechać do kogoś na szybki numerek. Tak, to poszukiwanie miłości, choćby chwilowe. Świadomość, że ktoś jest zapatrzony we mnie i spełnia moje zachcianki daje poczucie przynależności i uczucie, że jesteś komuś potrzebny. Natomiast spotykanie się z kilkoma kobietami naraz, to tworzenie parasola bezpieczeństwa, tak by nie uzależnić się od jednej i nie zakochać całkowicie. Jednocześnie jest to szybki sposób na dowartościowanie swojej osoby, potwierdzenie, że jestem kimś. Na razie mam kogoś kto w pełni mnie zaspakaja, a to powoduje, że nie mama ochoty na inne, w tym żonę, co jest niestety coraz bardziej kłopotliwe. Ciekawe jest to, że przeważnie jak się staram trzymać jednej kobiety, to mam wtedy wysyp propozycji seksualnych, tak jakby diabłu przeszkadzało, że staram się ograniczyć. I widzę, że te propozycje to zazwyczaj samotność emocjonalna. Część starych znajomości odzywa się systematycznie, bo brakuje im tego "poniewierania" z mojej strony, który kończy się przynajmniej chwilowym przytuleniem.

      Usuń
  3. Te kobiety szukają dokładnie tego samego, co Ty. Zwyczajnej akceptacji i poczucia przynależności. Nawet jeśli ma to trwać tylko chwilę. Tak dużo piszesz o męskości i byciu mężczyzną, ale z przykrością muszę Ci napisać, że męskość w Twoim pojmowaniu męskości to jedynie stek bzdur. Męskość to nie chowanie swoich emocji, duże przyrodzenie, osłosienie czy umięścione ciało. Prawdziwa męskość to umiejętność panowania nad sobą, czyli przede wszystkim panowana nad własną seksualnością. Mężczyzna ma panować i prowadzić ludzi. Jak ma to zrobić jeśli sam nad sobą nie panujesz? Piszesz, że jesteś zakochany, serio? Nie masz pojęcia, co oznacza miłość. Miłość to nie zauroczenie czy uczucie wtedy kiedy jest fajnie miedzy dwojgiem ludzi. Wtedy to nic nie trzeba robić, bo to samo się kocha. Miłość rodzi dopiero wtedy kiedy jest coś w Twojej żonie, co doprowadza Cię do stanu, że już nie możesz z nią żyć i czujesz, że to bycie z nią doprowadzi Cię śmierci, kiedy budzisz się rano i myślisz Boże moje życie miało wyglądać zupełnie inaczej, a jest do dupy, ale pomimo tego wstajesz idziesz do kuchni robisz jej śniadanie i kawę i mowisz dzień dobry Kochanie, bo pomimo tego syfu jaki jest w waszym zyciu stwiedzileś, że bierzesz to wszystko takie jakie to jest i wierzysz, że miłość Twoja do niej ją przemieni. To jest prwdziwa miłość i męskość. Bo w tym kryje się niesamowita odwaga, poświęcenie i poczucie odpowiedzialnosci, ktore atobie brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. P.S. Sorry za literówki. Moja klawiatura zmienia mi słowa bądź połyka literki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakochanie przemija, zwłaszcza gdy pojawiają się obowiązki. A zakochujemy się w tym, z kim najczęściej się sypia, to zwykła, a może niezwykła reakcja chemiczna w naszym mózgu, jak przy przyjmowaniu narkotyku. Tracimy czujność, gdy skupiamy się tylko na przyjemnościach. Zbyt mocno zdaję sobie sprawę ze sposobu działania natury. A rodzina jest i nie przemija, wiec to jest wartość której trzeba się trzymać. Wiele razy wydawało mi się, że umrę jeżeli dana osoba do mnie nie wróci. Potem przy wrzucaniu się w wir seksu, prędzej czy później wracałem do bycia "zimnym draniem, bez uczuć".

      Usuń
  5. Schizofrenia. To Twój problem. Nic nie rozumiesz. Wszystko, co piszesz to jedynie utopia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak miałaby wyglądać ta terapia? Powiedzieć żonie, że hurtem brałem inne?

      Usuń
  6. Terapia przede wszystkim jest dla Ciebie. Nie powinieneś mówić od razu żonie o tym jak dotychczas wyglądało Twoje życie, bo skrzywdzisz nie tylko ją( choć to jest nieuniknione), ale przede wszystkim siebie, bo nie będziesz wiedział jak ogarnąć tę sytuację i wszystk zniszczyć. Najpierw poszukaj sobie dobrego terapeuty. Następnym krokiem kest skończenie z dotychczasowym życiem, zerwanie kontaktów z koleżankami. Musisz staną przed lustrem sam ze sobą i zajrzeć w głąb siebie. Sądzę, że dawno nie wsłuchiwałeś się w emocje i odczucia mężczyzny i chłopca, który jest schowany. Zagłuszasz swoje uczucia i prawdziwe pragnienia szybkim sposobem zaspokojenia Twoich fałszywych pragnień, bo tak jest prościej i nie trzeba się poświęcać. Wielka szkoda... Więc od początku, najpierw terapia nastęnie zakończenie kontaktów z kobietami, prócz Twojej żony. A później gdy będziesz już gotowy musisz powiedzieć żonie, bo to część terapii. Właściwie jest to najważniejsze ze względu na to, że to utwierdzi Cie w Twojej męskości. Bo tylko prawdziwy mężczyzna potrafi stanąć w prawdzie, unieść ten ciężar. Będzie ciężko, ale jak tylko to zrobisz to piękny grunt, by zbudować prawdziwą miłość z żną oparty na zaufaniu (oczywiście to proces, ale warto) i oddaniu. Wtedy dobrze byłoby pójsć z żoną na terapię małżeńską, bo to pomoże Ci budować relację z żoną, a jej pomoże zbudować zaufanie do Ciebie. Jak to zrobicie to będziesz miał seks, o którym nie marzyłeś. Twoje fantazje seksualne będą niczym w porównaniu do tego, co będzie się działo w waszej bliskości. Zdradzę Ci sekret, że prawdziwą tajemnicą udanego seksu jest... miłość. To ona sprawia, że seks jest nieziemski. Polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety moje życie jest tak ułożone, że trudno byłoby pójść na terapię tak by żona się nie dowiedziała. Poza tym znam swoją żonę, to byłby koniec małżeństwa i zaufanie przekreślone na zawsze. Nie udźwignęła by tego ciężaru. Wątpię by którakolwiek kobieta by to zrozumiała i dźwignęła. Sam bym tego nie zrozumiał. Każdy myśli że takie zachowania to sport, że to tylko kolejne nacięcia na pasku zdobyczy. I tak jestem teraz dużo bardziej opanowany. Zmieniło się moje nastawienie. Dlatego staram się skupić na jednej ale "dobrej" osobie. Wiem że brzmi to jak bełkot, ale radzę sobie jak mogę. Raz na jakiś czas wpadam w chwilowy nałóg i biorę wszystko jak lesci, ale to już nie jest to co kiedyś. ...może starość mnie dopada i nostalgia w związku z przemijaniem.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *