Wspomnienie Kwiatu Paproci


     Jeszcze tylko dwa tygodnie i odejdzie osoba, która kiedyś sprawiła, że poczułem coś wyjątkowego. Można to oczywiście zwalić na alkohol, ale nie przypominam sobie bym kiedyś czuł coś podobnego. I gdyby to było tylko upojenie, nie powtarzało by się to. Pierwszy raz w życiu przytrafiło mi się takie odcięcie od otaczającego świata. To był strzał z najczystszego narkotyku, towar najwyższej jakości. Wszystko przestało istnieć dookoła, zostały tylko zmysły pożądania. Jakbym znalazł Kwiat Paproci albo Święty Graal. Światłość, której nie da się opisać słowami. To trzeba przeżyć, by wiadomo było o czym się mówi, jak wizje po LSD. Czułem kolory i smakowałem muzykę wypływającą z głębi duszy. Tak musi wyglądać raj.

     Najlepszy przykład tego, że stagnacja małżeńska odbija się na wszystkich, nawet na osobie z tak wysokim murem moralności i zimnego spojrzenia na otoczenie. Ktoś w końcu dojrzał kobiecość i seksualność schowaną za kotarą bycia panią domu. Dzikość serca zwyciężyła na chwilę dając możliwość rozwinięcia skrzydeł. Biodra poruszające się w rytm muzyki, ciało wyginające się przy mnie jak harfa, na której można zagrać melodię zapomnienia. Pośladki ocierające się w ekstazie i piersi, którymi dawno nikt się nie zachwycał. Gdy ma się skarb na co dzień, nie docenia się go. Staje się on powszedni jak służba czekająca na skinienie pana. Dlaczego tak się dzieje? Przecież przy byle okazji widać, że drzemie w niej wulkan namiętności, który może wybuchnąć w każdej chwili. Jak najpiękniejszy obraz, którego nikt nie może oglądać, schowany przez właściciela nierozumiejącego działa sztuki, jakie posiada.

     Sprzyjające warunki otworzyły furtkę, przez którą mogłem sięgnąć tego co niedostępne dla zwykłego śmiertelnika. Wizjer do życia po śmierci, światło i ciepło owijające ciało. Z codziennego wstydu i obawy o dotyk zmieniałem się w wygłodniałe zwierzę rzucające się bez hamulców bezpieczeństwa do jej gardła. Smakowałem z namaszczeniem to wykwintne danie. I gdyby było więcej takich okazji, może wyszłoby z tego coś dobrego. A może to tylko moje niezrealizowane marzenia. Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. I gdy uświadomiłem sobie, że niewiele już osiągnę, zacząłem szukać zagłuszaczy. I udało się, znów byłem zimnym draniem, bawiącym się kobietami. Wyleczyłem się, choć niedosyt pozostał.

     Teraz znów jest mi dobrze, znalazłem kogoś przy kim mogę być sobą bez tajemnic. Z dnia na dzień jest coraz lepiej. Ale gdy tylko wyczuję zdradę, zemsta będzie słodka i znów skonsumuję wszystko co się rusza w pobliżu.



Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *