Nerwy i rozczarowania
Wykąpałem się by być świeżym, ogoliłem, wcześnie wyrobiłem się z wszystkimi rzeczami i przed czasem byłem gotów do wyjazdu, by móc dłużej nacieszyć się spotkaniem. Wszystko szło dobrze, ale żona wyskoczyła z kilkoma "pilnymi" sprawami. A to dokończyć blat, a to pomóc w robieniu obiadu, a to dokończyć lekcje z synem. I tak z minuty na minutę wybuchła kłótnia i dostałem mega wkurwa. Wściekłość biła ode mnie na odległość.
Niby udało się przyjechać wcześniej, ale w głowie klębowała się złość, zamiast radości i podniecenia. Nie mogłem się skupić ani na przyjemności, ani na tym żeby dać coś od siebie. Trudno mi było dojść, wszystko na siłę i w pośpiechu, aby tylko nie stracić okazji. To nie powinno tak wyglądać, brakowało skupienia. Powinienem wtedy zwyczajnie poleżeć, poprzytulać się, nacieszyć się obecnością i wytłumaczyć, że dziś nie myślisz o seksie. Jeden plus, w końcu mogłem się nacieszyć chociaż przez chwilę lizaniem cipki. Tak bym chciał spróbować doprowadzić ją w ten sposób do orgazmu, albo chociaż stanu bliskiego eksplozji. Mogłaby w końcu zrozumieć, że lizanie daje mi dużo radości. W końcu jakoś doszedłem z wielkim wysiłkiem.
Może to były nerwy, a może zwykłe zmęczenie spowodowane podróżą. Usnąłem zresztą jak nigdy tuż po 22.

Komentarze
Prześlij komentarz