Mechanizm obronny


     W sobotę podczas seksu z żoną znowu nie mogłem się skupić. Na tyle się rozproszyłem, że aż przerwałem. Nie dawała za wygraną, bo przecież to te dni, w których muszę być sprawny. Wzięła rozgrzewający olejek i zaczęła masować penisa. Zamknąłem oczy i pomyślałem o mojej M. Zadziałało. Wsadziłem go z powrotem i za chwilę doszedłem. Ale dla mnie to było słabe. Seks aby tylko zrobić co trzeba mnie nie zadowala.

     W niedzielę odpuściłem całkowicie, bo czuję się jak robot, który ma być na zawołanie. To spowodowało poranną kłótnię, że niby jak ma coś z tego wyjść, skoro nie chcę się kochać wtedy kiedy trzeba. W dodatku upiłem się, żeby nic nie czuć. Co to ma być? Czy ja jestem tresowanym pieskiem? W te dni kiedy "trzeba" mi się właśnie nie chce, bo czuję tylko presję. Jak nie wyjdzie to płacz.

     Po powrocie z wycieczki spojrzałem na ostatnią fotkę z wanny mojej M i tak się nagrzałem, że poszedłem położyć się obok żony. Wysunąłem rękę pod bluzkę. Masowałem piersi, zacząłem poruszać biodrami i całować ją delikatnie jak ostatnio robię to w pracy. Rozebrałem się, ona też. Położyłem ją na boku i wszedłem głęboko. Ona na boku a ja nad nią z ustami przy jej ustach jak w samochodzie z M. Wchodziłem w nią powoli, czasami przyspieszając. Ciągle miałem przed oczami moją najmilszą. Przekręciłem ją na brzuch, wchodziłem coraz mocniej, jednocześnie masując jej łechtaczkę. Jęknęła dochodząc, a ja poruszając się coraz szybciej, trysnąłem tuż zaraz mając przed oczami moją M.

    Mam nadzieję, że jutro już będę mógł się przytulić w samochodzie.

Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *