Nieprzerwana nić porozumienia


     To już chyba trzeci rok korespondencji z moją "byłą", jak nie dłużej, z mniejszymi lub większymi przerwami. I nawet utrzymując na odległość większość relacji można stwierdzić, że kobiety są nienormalne.

   Zmianę emocji widać u was na każdym kroku. Czasami się obraża, czasami dostaje focha, ale gdy jest źle, wraca jak potulny baranek wypłakać się na ramieniu, jak za starych dobrych czasów, gdzie takie akcje kończyły się zawsze seksem.

     Nie przeszkadza mi, że niewiasta żali się na swój los. Wręcz przeciwnie, zawsze lubiłem słuchać o kobiecych problemach, a łzy spadające na moje ramiona, nie wiedzieć czemu powodowały niekontrolowany wzwód. Jest to jedna z dziwniejszych przypadkowości mojego organizmu. Być może dlatego, że okazywana słabość dodaje męskości. W końcu można stać się mężczyzną broniącym skrzywdzonej owieczki. Biedna duszyczka w objęciach oferujących wsparcie. I gdy tylko poczuję zapach łez, pojawiają się kły, które za chwilę utopię w świeżo pulsującej tętnicy szyjnej.

   Pamiętam ostatnie  spotkanie w samochodzie i obraz jej ust na moim penisie, gdy łzy jeszcze lały się strumieniami, powiększając plamy tuszu na jej oczach. To był piękny widok, obraz przedstawiający połączenie smutku, pożądania i podniecenia. Łapczywe łapanie chwili radości, jakby to był ostatni raz razem. Lubiłem w tych chwilach przerywać jej na moment, by móc ją pocałować i spojrzeć w jej smutne, ale jakże szczęśliwe oczy. Wzajemne pieszczoty, dotyk nabrzmiałych piersi, głęboka penetracja i jej twarz wykrzywiająca się w rozkosznym grymasie podczas orgazmu. Potem uszczęśliwiała mnie wiedząc co lubię najbardziej. Nie miała z tym najmniejszego problemu.

     Kąciki ust wypełnione po brzegi miłością i falującą dłoń z paznokciami w pastelowych kolorach.






Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *