Uzależnienie od seksu


     Tak naprawdę to kumulacja moich seks przygód przeważnie wynikała z faktu zauroczenia się osobami, które nie odwzajemniały moich uczuć lub próbą zminimalizowania stanu zakochania. To miało być antidotum na bolące serce i stan odrętwienia temu towarzyszący. Fantazje realizowane z przypadkowymi osobami dające namiastkę uczuć, o których marzyłem. Czasami zwykła zemsta, próba odegrania się na kobietach, doprowadzenie do poniżenia. Przeważnie pomagało, chociaż niesmak i wyrzuty sumienia zostawały na długo. Takie lekarstwo nie doprowadza do całkowitego uzdrowienia, raczej usypia pragnienia, czekając w nadziei na następną okazję.

     Obecnie "dojrzalej" podchodzę do sprawy. Staram się nie kombinować, nie zostawać po godzinach, nie jeździć na wymyślone delegacje czy szkolenia. Pokusa jest ogromna. Bo nawet wiedząc, że mam do czynienia z wariatkami, których należy unikać, często zastanawiam się czy nie skorzystać "ostatni raz". Jeżeli jestem bez seksu dzień czy dwa, to zaczynam mieć retrospekcje przeżytych przygód, czuję zapachy, smaki, dotyk. Wtedy nie mogę nad sobą zapanować, gwałcę co popadnie, zazwyczaj żonę, jeżeli jest pod ręką. A po seksie potrafię jeszcze poprawić onanizmem. Za to unikam możliwości zakochania, chociaż prędzej czy później wplątuję się w sieć uczuć.

     Działa to wszystko jak u alkoholika czy narkomana. Im dłużej żyjesz w trzeźwości, tym jest łatwiej, pod warunkiem że masz grupę wsparcia. Natomiast jeżeli raz się zapomnisz, zaczyna się jak lawina. Najpierw powoli, niewinne figle, nieśmiała wymiana pieszczot, rozmowa, uśmiechy, buziaki. Potem już odważniej, intensywne długie pocałunki, by przejść do całkowitej penetracji. Następnie chcesz przekraczać coraz dalej granicę rozsądku. Nie przejmujesz się już, że ktoś może zajrzeć do pokoju rozkoszy, że ktoś może stać przed kotłownią lub toaletą, w której właśnie koleżanka ujeżdża cię na sedesie, albo że ktoś ujrzy jak dobierasz się z tyłu budynku zaraz za szybą sali konferencyjnej. Jeżeli jedna osoba zaspokaja cię systematycznie, to połowa kłopotu. Gorzej gdy ci to nie wystarcza.

     Wtedy szukasz kilku, by mieć czym wypełnić pustkę i zatracić się ponownie w swoim nałogu.

Komentarze

  1. Z tego co piszesz wynika, że kobiety traktujesz tylko i wyłącznie jako środek do osiągnięcia swojego celu, czyli orgazmu. Nigdy nie piszesz o nich z miłością, uwielbieniem, zachwytem. Z Twoich opisów wynika, że są tylko zwykłymi dziurami, do których wsadzasz penisa.
    To całkowite uprzedmiotowienie kobiet.
    Tak, to już seksoholizm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie do końca tak. Nie chcę ich traktować jak zwykle dziury. Nie umiem tego wytłumaczyć. Czasami sam seks jest najmniej ważny. Zdarzyło się parę razy, że na portalach randkowych wystarczyła sama rozmowa. A gdy dziewczyna rozochocona zapraszała mnie na seks urywałem znajomość. To wystarczyło do zaspokojenia. O uczuciach przestałem pisać, bo do niczego nie prowadzą, jedynie do pogłębienia wrażenia osamotnienia. Wolę się kochać z kimś kogo lubię i szanuję niż z nieznanymi mi osobami.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *