Seks seans
Miałem być grzeczny, w końcu skończył się okres żonie i trzeba być sprawnym w domu, a nie zaspokojonym w pracy, by potem udawać, że boli głowa. Na szczęście pomógł sąsiad zaproszeniem na drinka i wspólnym seansem "Sztuki Kochania". Szum w głowie i ukierunkowana treść robi swoje. Szybkie uśpienie syna, przymknięte drzwi i skok do małżonki.
Niby gorąco i się nie chce, ale masaż piersi i delikatne pocałunki zmieniają sytuację. Widzę sterczące sutki w świetle księżyca i delikatnie poruszające się biodra. Sam już jestem gotowy, ale nie chcę zaczynać za wcześnie, niech będzie całkowicie wilgotna. Przekręcam ją na bok, ściągam majtki, dosuwam pupę do siebie i wchodzę powoli. Jest mokro, więc ruchy są coraz szybsze. Klękam przy niej posuwając ją dalej na boku. Potem klasycznie z uniesionymi do góry nogami, to ostatnio moja ulubiona pozycja. Przy zamkniętych drzwiach robi się duszno, zaczyna brakować powietrza i pot zaczyna lać się po plecach. Rozpraszam się, więc zaczynam sobie wyobrażać "ją". Czy piersi falują podobnie, czy biodra tańczyłyby tak jak ja zagram, czy skóra na brzuchu jest gładka? A co z pośladkami, chcę czuć je w swoich dłoniach. Czy unosi nogi do góry? I gdy mam już cały obraz jej przede mną, dochodzę zanim doszła żona.
Nie lubię tak zostawiać partnerek, więc zsuwam się niżej na podbrzusze i wsadzam dwa palce do środka, jednocześnie kładąc kciuk na łechtaczce. Biodra kołyszą, w środku czuję wilgoć, a palcami wyczuwam najczulsze miejsca, wszystkie fałdki rozkoszy. Ruchy są intensywniejsze z minuty na minutę, czuję jak wszystko pęcznieje od środka. Parcie na miejsca tuż pod wzgórkiem i słyszę jęk przerwany nagłym zamarciem ciała. Jak prąd, który paraliżuje wszystkie mięśnie, z jednoczesnym przepływem ładunku rozkoszy.
I tak za motywem z filmu, nie ważne co się z kim robi, tylko kogo się kocha.

Komentarze
Prześlij komentarz