Poranny lód firmowy


     Jestem właśnie po porannym lodzie w firmowej toalecie i stwierdzam, że nie ma nic lepszego na uspokojenie. To jak strzał w żyłę wyciągu z melisy. Lepsze niż tabliczka czekolady o północy, masaż relaksujący, czy śpiew skowronka na łonie natury. Nic ci nie przeszkadza, nic nie denerwuje. Cisza i błogi spokój. Masz ochotę położyć się na hamaku i patrzeć w niebo. Jedyne co może przebić ten stan to obecność osoby, którą kochamy. Wtedy euforia nie ma końca.

     Od tego zawsze się zaczyna. Niewinne igraszki firmowe, nie mające na celu nic, poza zaspokojeniem egoistycznych potrzeb. Najpierw zwykłe pocałunki, potem delikatne pieszczoty, by w końcu przekroczyć granicę rozsądku i dobrego smaku. Wszystko zaczyna się od przypadkowego dotknięcia, nieświadomości bodźców wpływających na reakcję ciała. Chcemy więcej i więcej. Sex w biurze, w toalecie, na parkingu. Przestajemy myśleć. Krew odpływająca z mózgu do narządów odpowiedzialnych za przyjemność, odcina logikę zdroworozsądkową. Wpadamy jak śliwka w kompot, zostajemy wciągnięci w seksualny wir, prosto w ciemność, aż w końcu dochodzi do tragedii.

     I tu, jak najszybciej trzeba powiedzieć stop. Nie podsycać, nie kombinować, nie stawiać seksu ponad obowiązki rodzinne. Chętnie by się pojechało "na śniadanie", by móc spenetrować bez stresu wszystkie zakamarki ciała. Odwzajemnić się, na ile pozwala czas.

     Ale doświadczenie mówi NIE.

Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *