Samotność i przekraczanie granic seksu


      Czy nie macie tak, że mimo znajomości wielu ludzi czujecie się samotnie? Sen, praca, obowiązki domowe i znów sen. Powtarzający się schemat, prowadzący donikąd. Większość otaczających nas osób to obcy ludzie, znajdujący się obok nas przez chwilowe zrządzenie losu. Dzieci - teoretycznie ktoś bliski, ale z wiekiem coraz bardziej się od nas oddalają, by w końcu uznać nas za zrzędzących tetryków. Mąż pochłonięty pracą, widzący w żonie jedynie prywatną pomoc domową. Wiecznie zmęczona małżonka, dla której główny cel życiowy to sprzątanie domu.  Co więc oznacza życie bez samotności? Obecność? Meble też są obecne, ale nic poza wygodą życia nie wnoszą.

     Najważniejsze jest posiadanie chociaż jednego przyjaciela, który pozwali nam dzielić nasze pasje, bez pretensji, złości i wypominania. I nie chodzi tylko o hobby, ale także o uczucia i chęć zatracenia się w bliskości.

     Samotność to główny czynnik, który pcha nas często do złego. Szukamy świętego Grala, nie zdając sobie sprawy, że często to tylko nasza wina. Dopatrujemy się przyczyn w złym świecie, byleby oddalić od siebie odpowiedzialność za zaistniały stan rzeczy. Bycie osamotnionym sprawia, że człowiek jest wstanie zrobić rzeczy, na które na co dzień by sobie nie pozwolił.

     Większość kobiet, które "złowiłem" to właśnie ten typ, szukający bliskości i zrozumienia. Samotne matki lub odizolowane aspołeczne jednostki. Dużo nie trzeba, by złapały haczyk. Wystarczyło zakrzewić nadzieję na zmianę sytuacji. Kiedy się pojawiałem, promieniały. W końcu ktoś chciał przebywać w ich domu, spędzać z nimi czas. Ziarno niepokoju sprawiało, że były w stanie zrobić wszystko by zatrzymać mnie przy sobie. Więc smakowałem z dnia na dzień małą łyżeczką ich nieskalane duszyczki, powoli ściągając je w otchłań. Niektóre były na chwilę. I po seksie widziałem w ich oczach, że one już wiedzą, że stały się jedną z jednorazowych zabawek, które podnosiły moje ego. "Dużo tak wykorzystałeś?" - pytały. Część z nich próbowała się sama oszukiwać, namawiając mnie na dalsze spotkania. Lepszy diabeł wypełniający pustkę, niż anieli pisk ciszy odbijający się od ścian. Podobno każdy człowiek, któremu uda się zdominować drugą osobę, będzie się posuwał coraz dalej w upadlaniu go. I tak się działo ze mną, można było testować granice wytrzymałości małymi kroczkami. "Wiesz, może fajnie by było gdyby.....?", "A co powiesz na....?".  Odmowy kończyły się wyjściem z niezadowoloną miną. "Chyba nie pasujemy do siebie, nie wiem czy chcę to ciągnąć dalej" - To prawie zawsze działało. Delikatny i zmysłowy seks zamieniał się w brutalny akt kopulacji. Głębokie gardło, spuszczanie na twarz i seks analny. Poniżanie i sado-masochizm.


     Nie wszystkie czuły się wykorzystane. Niektóre wręcz przeciwnie, zasmakowały w byciu dziwką. Im brutalniej tym lepiej, sam zaczynałem się ich bać. Chciały być wiązane i bite, czasem ręka mnie bolała od dawania klasów w sine już prawie do krwi pośladki. Parę razy prawie sam zwymiotowałem widząc dławienie się kutasem, zaspermione gardło czy krew na zwieraczu po wyciągnięciu penisa. Tego akurat nie chcę powtarzać. I tak naprawdę wolę tradycyjne zbliżenia, delektowanie się z namaszczeniem nagością partnerki. Podziwianie falujących piersi i zmysłowe pocałunki.

     Ale brutalność wciąga jak narkotyk, wystarczy raz zacząć.
















Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *