Zaufanie - błąd zakochania
Czy powinniśmy komukolwiek w życiu ufać? Przecież relacje między ludźmi zmieniają się prędzej czy później. Często w euforii zauroczenia mówimy o sprawach, które powinniśmy trzymać dla siebie. Zrzucamy z siebie balast doświadczeń życiowych, zarówno dobrych jak i złych. Mówimy o wszystkim, o czym pomyślimy. Nie ma tajemnic, chcemy dzielić się każdą chwilą. W końcu kochamy tą osobę, i uczestnictwo jej w naszych codziennych zmaganiach jest elementem nierozerwalnym. Podświadomie chcemy ufać, chcemy mieć kogoś przed kim nie mamy tajemnic, przed kim otwieramy swoja duszę, nikomu innemu nieznaną. To daje ulgę, jak spowiedź. Wierzymy, że z czasem i druga połówka zacznie się otwierać, by stworzyć coś na kształt grupy wsparcia.
A co się stanie, gdy relacje się popsują? O tym już nie myślimy. Często rozwodnicy pogrążają się nawzajem. W pracy przyjaciółka, może stać się najgorszym wrogiem, a przyjaciel z ulicy wbije ci nóż w plecy. Może nie chcemy o tym myśleć, zwłaszcza po udanym seksie. Skoro ktoś się z nami przespał, to nie powinien mieć złych intencji. Seksualność przysłania logiczne myślenie. Atrakcyjność fizyczna sprawia, że przypisujemy tylko dobre cechy wewnętrzne. Wzajemny dotyk budzi zaufanie. A samotność pcha do wyrzucenia z siebie wszystkiego. Bliskość fizyczna sprawia, że otwieram się przed innymi, seks powoduje zatarcie granic bezpieczeństwa, a zrobienie mi loda odbiera rozum.
Może to zwykłe pragnienie posiadania kogoś bliskiego. Nie chcę dusić w sobie emocji, tego co siedzi we mnie. Chcę wykrzyczeć wszystko co mi leży na sercu, bez skrępowania i wstydu.
Potem zazwyczaj tego żałując.

Komentarze
Prześlij komentarz