Odrzucenie - pogodzenie
Nie jest tak źle, kiedy do człowieka dociera, że był chwilową zabawką, jednorazówką wyrzuconą do śmieci. Teraz można sobie siedzieć w koszu z innymi odpadami i cieszyć się z towarzystwa sobie podobnym. Trochę śmierdzi, trochę jest brudno, ale za to kolorowo. I jaka różnorodność, piękne z zewnątrz, ale za to zgniłe od środka owoce, spleśniała, przeleżała nikomu niepotrzebna żywność, czy nabiał, któremu się za wcześnie ulało, w pośpiechu byciu doskonałym dodatkiem do śniadania. Już nie marzymy o życiu poza plastikowym workiem. O nie! Nie dla nas królestwo słonecznej kuchni i widok na chmurki. Nie dane nam będzie użycie przez uśmiechniętą Panią domu. Nikt nas nie chce. Za to przyjedzie po nas śmieciarka, chwilowa karuzela i zabawa na całego. Zmieszam się z tłumem, wytarzam z każdą obok leżącą szmatą i spróbuję wszystkich soków, które wycisną się po drodze. Nie będzie smacznie, bo nadmiar szkodzi.
Ale cóż mi zostaje przed wywiezieniem na wysypisko?

Komentarze
Prześlij komentarz