Miłosny paraliż


     Wiecie co jest piękne w miłości? To, że do życia nic Ci więcej nie potrzeba, jak tylko obecności tej jedynej, twojego Słońca. Nieważna jest cała otoczka, ona schodzi na dalszy plan. Nagle przestaje się liczyć wszystko do czego dążyłeś, pieniądze, praca, rodzina, przyjaźnie. Człowiek staje się ślepy, wytwarza się pewnego rodzaju płaszcz ochronny. Dwoje ludzi stworzonych tylko dla siebie. Zapatrzenie.

     Jesteśmy wtedy lekko ułomni, ale chyba w pozytywny sposób, jeżeli miłość jest odwzajemniona. Tyle razy miałem sytuację, gdy chciałem zapomnieć i szedłem do pierwszej lepszej, a i tak nic z tego nie wychodziło. Pamiętam jeden model, taki co najmniej dziewięć na dziesięć. Naprawdę wysoka półka, typowa kobieta dla nadzianych kolesi. Nic jej nie brakowało, buzia jak z obrazka, rozwiane blond włosy, zwiewne sukienki, które podnosiła zalotnie podczas spaceru bym mógł zobaczyć jej stringi. Uśmiechnięta, z piersiami radośnie wystającymi, zachęcającymi do zabawy. W normalnej sytuacji każdy by ją wziął od razu w krzakach. Nie wiem co we mnie widziała. Nawet nie chciałem z nią na początku rozmawiać na portalu randkowym, za wysokie progi jak dla mnie. Pod taką podjeżdża się sportowym wozem klasy S. Może była zmęczona typowymi mięśniakami w samochodach służących do wyrywania panienek, dymających ją i nie dających nic więcej. Może chciała w końcu stabilizacji będąc samotną matką. A może potrzebna jej była rozmowa, a nie ciągła zabawa.

     Wysłała mi parę nagich fotek i film jak bawi się swoją muszelką. Postanowiłem więc skorzystać z okazji i w końcu do niej pojechać na śniadanie. Przywitała mnie w szlafroku, nie mając nic pod spodem. Położyliśmy się na łóżku, zacząłem ją całować, odkryłem szlafrok, kierując się w stronę piersi. I nic dalej się nie wydarzyło, nie byłem w stanie. Miałem ciągle przed oczami tą, którą się zauroczyłem. Nie mogłem się przełamać, nawet nie chciałem. Czułem tęsknotę i zamiast zająć się gorącą laską, leżącą półnagą i gotową na wszystko, rozmyślałem o kimś innym. Przeprosiłem, przedstawiłem moją sytuację, podziękowałem i wyszedłem. Namawiała mnie potem jeszcze przez jakiś czas na spotkania. Ale ja nie chciałem. Sam nie wiem czy to trochę ze wstydu czy zwyczajnie wolałem żyć w tęsknocie za miłością.

     Trochę żałuję, że to się wydarzyło, kiedy osiągnąłem stan zauroczenia. Miałbym chociaż miłe wspomnienia. Z drugiej strony chcę, żyć w ślepocie. Staję się wtedy mniej podatny na zepsucie.

Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *