Nimfomania
W swoim życiu spotkałem jedną nimfomankę, taką prawdziwą z krwi i kości. Studentkę uporczywie potrzebującą zbliżeń bez względu na konsekwencje. Dziwne, że nic nie złapałem, skoro potrafiła zaliczyć trzech facetów jednego dnia. Szukała potwierdzenia swojej atrakcyjności zarówno fizycznej jak i psychicznej. Czasem wyrywała desperatów, jeżeli nie udawało jej się zdobyć nikogo konkretnego. Chyba na początku wierzyła, że między nami będzie coś więcej niż tylko seks. Kiedyś skarżyła się, że wszyscy mają ją w dupie, dosłownie i w przenośni. Tylko jak można szanować kogoś, kto sam się nie szanuje.
Niskie poczucie własnej wartości pchało ją w przekraczanie granic dobrego smaku. Seks w taxi, lód pod stołem w pubie z tym swoim uroczym aparatem na zębach, seks w toalecie klubowej przy otwartych drzwiach na oczach innych. A ja się temu poddawałem, sam uchyliłem drzwi, potem wracając się po majtki, które zgubiła. Z tego wszystkiego ominął mnie tylko trójkąt z jej najlepszą przyjaciółką od serca. Pewnie z braku czasu, bo wtedy miałem jeszcze dwie dwie dziewczyny, które bardziej mnie pociągały. Parę razy przyprowadziłem ją jeszcze do pracy, parę razy wziąłem ją w samochodzie gdzieś na parkingu, by w końcu jej podziękować i rozstać się. Teraz jest mężatką, może w końcu znalazła szczęście.
Analizując to wszystko, zastanawiam się czy wszyscy nie jesteśmy w jakiś sposób ogarnięci nimfomanią. Każdy chce czuć się atrakcyjny. Każdy odczuwa satysfakcję uwodząc. Pragniemy być umacniani w wierze we własną wyjątkowość. Chcemy czuć się kochani tacy, jacy jesteśmy, bez skrępowania i obawy bycia prawdziwym.

Komentarze
Prześlij komentarz