Lekarstwo na miłość
Pamiętam, kiedy ktoś powiedział mi dość. Świat się zawalił, rozrywka się skończyła. I mimo tego, że wstępnie miał to być tylko seks, jak zawsze, przerodziło się wszystko w coś więcej. Mężczyźni, a może kobiety też, zakładają na początku czysto fizyczną relację. Wybieramy sobie kogoś kto nam się podoba i w miarę dobrze się czujemy, by wskoczyć im do łóżka.... na chwilę, na raz, na dwa, może jeszcze kilka razy. Jest nam dobrze, rozmawiamy ze sobą, czujemy się swobodnie. Czas mija, a kochanka, która miała służyć do zaspokojenia potrzeb, staje się naszą muzą, ostoją, naszym portem w małżeńskiej burzy. Ile można czekać na takiego faceta? Pół roku, rok, dwa? Podobno należy czekać do roku czasu, potem już wiadomo, że nic z tego nie będzie. Niektórzy tkwią w pułapce miłości latami. Inni ucinają całość brutalnie, jak u mnie.
Co wtedy zrobić? Przez pierwsze chwile nic się nie dzieje, może nawet cieszymy się, że wszystko się rozwiązało bez większych ingerencji. Nie wierzymy, że to się stało. Jesteśmy wolni, możemy szukać nowej ofiary. Ale później czegoś zaczyna brakować, ciało dziwnie reaguje. Brak apetytu, brak radości, tęsknota, ciężko się oddycha. Specyficzny rodzaj rozpaczy jakby człowiek zaczął tonąć. Próbujesz nabrać powietrza, ale nie udaje Ci się. Czujesz, że idziesz na dno, łzy cisną Ci się do oczu, bo wiesz, że nikt Ci nie pomoże. Spadasz, coraz niżej, aż zrobi się zimno i ciemno. Poddajesz się, nie chcesz już żyć.
Kiedy tak w rozpaczy szukałem rozwiązań, natknąłem się na parę sposobów by odbić się od dna. I chyba to się sprawdza, bo parę znajomych osób posłuchało mnie i do dziś żyją.

Komentarze
Prześlij komentarz