Królowe lodu i królowe loda
Zauważyłem u siebie jedną przypadłość, że im bardziej szczere jest moje uczucie, tym bardziej pozbawiam się cech męskości, zmieniam się w miękką cipę. Przestaję być szorstkim draniem, szowinistyczną świnią, a staję się posłusznym, smutnym baranem, wielbiącym swoją królową.
Pamiętam ostatni raz, kiedy robiłem wszystko by wybranka była szczęśliwa. Przyjeżdżałem co dzień rano by robić śniadanie, takie jak lubi, jajecznica, a do tego świeże bułeczki. Lub grzanki z suszonymi pomidorami posypane parmezanem. Do tego obiad, makarony na wszystkie sposoby. Ona w tym czasie jeszcze spała. Czasem brałem ją właśnie taką śpiącą, kładąc się obok nagi, lub po śniadaniu, kiedy trzeba było już iść do pracy, szybki numerek, po to by spóźnić się do pracy.
Wtedy niepotrzebne były mi ekstremalne doznania. Nie było seksu analnego, nie było finałów w ustach. Wszystko było subtelne i delikatne. Nawet trzymanie go w ustach wychodziło z gracją, był to rodzaj poezji, delikatne ruchy w tą i z powrotem. I kiedy pierwszy raz doszła podczas pieszczenia jej muszelki językiem, byłem dumny z siebie, a ona jeszcze długi czas nie mogła się nadziwić, jaki to dziwny rodzaj orgazmu.
Czy ja muszę być tak cholernie zapatrzony? Skąd to się wzięło?
W stosunkach damsko-męskich wszystko jest na opak. Im mniej kogoś szanowałem, tym bardziej ktoś do mnie lgnął. Dziewczyny, które traktowałem jak szmaty do wykorzystania, trzymały się mnie kurczowo, pozwalając na coraz więcej. Godząc się na moje zachcianki lub same proponując rzeczy, na które tak naprawdę nie miały ochoty. "Chciałabym spróbować w pupę", "Może włożyłbyś głęboko do gardła?", "Jeżeli zostaniesz na noc, zrobisz co będziesz chciał!".
Zastanawiam się na ile dobra jest moja szczerość w stosunku do osób które pragnę. Nikt tak naprawdę nie chce wiedzieć wszystkiego. Niepewność i tajemniczość bardziej pociąga niż wykładanie kawy na ławę. Tylko po co ta tajemniczość? Wszystko i tak idzie w zapomnienie, emocjonalną czarną dziurę.
W ubiegłym roku, na Wigilii firmowej, koleżanka z pracy proponowała mi seks analny. Powiedziałem NIE. Czyżbym przeszedł test wierności? Czy ktoś na moim miejscu by z tego zrezygnował? Szkoda że moja żona się o tym nie dowiedziała. Podkreśliłbym swój stan czystości, wierności i oddania ideałowi bycia mężem. O nawróceniu się na dobrą drogę. Takich testów miałem kilka w życiu i udało mi się je przejść. Jetem dumny i rozgrzeszony. Gdyby nie ta jedna przypadkowa wpadka, po której wszystko wyszło na jaw i okazało się że jest inaczej, dalej byłbym wzorem do naśladowania przez innych mężów. Tyle razy słyszałem wcześniej od żony, że jej przyjaciółki twierdzą, że będę ją zdradzał, o ile już tego nie robię. Ale oboje wiedzieliśmy, że jestem oddanym, kochającym mężem. Miała do mnie pełne zaufanie, bez obaw, bez pretensji. Mogłem chodzić coraz częściej na całonocne imprezy firmowe, na których tak naprawdę byłem coraz rzadziej. Jakie było na końcu zdziwienie, gdy po tych wszystkich testach wierności, okazało się że nie doceniam ideału który siedzi w domu. Który czeka zapatrzony w swoją prawdziwą miłość. Miłość, może nie idealna, ale której może ufać.


Komentarze
Prześlij komentarz