Ilość seksu kontra potrzeby małżeńskie




     Od dwóch dni mnie nosi, jakbym połknął viagrę. Wczoraj w nocy zrobiłem sobie dobrze około trzeciej nad ranem, żeby nie myśleć, potem znowu o szóstej rano i w pracy po obiedzie, a i tak wieczorem dobierałem się do żony. Dziś to samo. Rano dopadłem współmałżonkę na dole, podczas gdy syn siedział na górze przed telewizorem. Musiała mi chociaż possać, cokolwiek, byleby napięcie spadło. Lubi gdy chodzę taki napalony, drocząc się często ze mną, masując krocze i zostawiając bez dalszej akcji. Nie wie, że dopada mnie to wtedy, gdy za dużo sobie wyobraziłem akcji z kimś innym. A w mojej wyobraźni dzieje się naprawdę wiele od jakiegoś czasu. Ile ja bym dał, by dać upust swoim fantazjom w realnym świecie, nie tylko przy zamkniętych oczach. To ciągłe wracanie pamięcią do emocji, które są niedostępne na co dzień, jest męczące. Chciałoby się częściej w nich uczestniczyć, aż do utraty tchu, padając obok siebie ze zmęczenia, gładząc się po nagich ciałach, zasypiając w objęciach. A rano pobudka, delikatna, patrząc na jej uśmiech, by przejść powoli do stanowczych ruchów, a potem znów wtulić się na krótką drzemkę.

     I po to są właśnie żony, żeby dać upust temu co siedzi w głowie, wcześniej często oglądając pornole. Napatrzeć się do woli lub wyobrazić sobie koleżankę z pracy. Potem wślizgnąć się pod kołdrę i kontynuować, aż do zaspokojenia potrzeb. Dziś żona widzi w jakim jestem stanie, więc znęca się nade mną, co chwila pobudzając do działania. Odwzajemnia się za zmniejszony brak zainteresowania w ostatnim czasie. Ale dobrze wie, że w nocy mi nie ucieknie. Lubi gdy jestem już na granicy wytrzymałości, bo biorę ją wtedy siłą, przytrzymanie rąk, mocne pchnięcia. Wcześniej zdarcie majtek i język w kroczu, tyle że przy zamkniętych oczach widzę kogoś innego. To nic, ważne by skończyć, zalewając spermą wilgotną cipkę.

     Zastanawiam się ile razy można się kochać w ciągu dnia, by nie myśleć o seksie. Jeżeli jesteśmy zapatrzeni w siebie, to na dobrą sprawę można nie wychodzić z łóżka. Jedna z moich miłości, nie wypuszczała mnie z domu, jeżeli nie doszedłem trzy razy z rzędu. Już naprawdę musiałem się męczyć, żeby darowała ten trzeci raz. Mówiła, że facet zaspokojony nie rozgląda się za innymi. Miała dobre podejście do mężczyzn. Po wyjściu z bolącym kutasem, nie miałem ochoty patrzeć na jakiekolwiek inne dziewczyny. Chciałem się położyć i odpoczywać, wszystko byle nie seks.

     A ile można wytrzymać bez? Od większości, zarówno tych młodych, jak i starszych wiekiem, słyszałem, że trzy dni to maksimum życia w celibacie. I to by się zgadzało, zgodnie z mądrością życiową, że trzecia próba to już żebranie. Jeżeli mąż nie dobiera się do żony w ciągu trzech dni, to znaczy, że coś jest na rzeczy. Już nie chodzi o to czy dojdzie do czegoś, ale o sam fakt wykonania próby.

     Chyba, że ktoś wie, że próbować trzeba zawsze, a zwłaszcza gdy się wraca z udanego seksu.




Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *