Depresja



      Kawa? Herbata? Jak minął weekend? Zdawkowe pytania, które zbywasz szybkim "może później", "jakoś minął", nie zdając sobie sprawy, że to czasem wołanie o pomoc. Halo!!! Proszę Pana, ja tonę! Czy byłby Pan łaskaw podać mi dłoń? - Może później, na razie mam urwanie głowy. Odwracasz się nie widząc przyszłego trupa.

     Kiedy dowiadujesz się potem jak sprawy stoją, jest już za późno. Kiedy słyszysz, że nikt nie zauważy jak umrzesz, nie wiesz co powiedzieć, bo okazuje się, że to prawda. Kiedy słyszysz, że nie ma sensu żyć, możesz tylko powiedzieć weź się w garść, będzie dobrze. Ale nie będzie dobrze. To ostatnie słowa jakie chcesz usłyszeć będąc w depresji. Będzie już tylko gorzej. Dlaczego ktoś obarcza mnie takim ciężarem wiedzy? Przecież teraz jestem zapatrzonym w siebie narcyzem. Egoistą myślącym tylko o sobie. Ma być dobrze mi tu i teraz. Za długo dawałem, nie biorąc nic w zamian. Wiem, że od dna można się odbić, tylko ile trzeba mieć siły i przede wszystkim chęci do wyjścia z tego stanu. Nie zrozumie tego nikt, kto tego nie przeżył. Zamykasz się w czterech ścianach, nie chcąc nikogo widzieć. Kontakt z ludźmi to ostatnia rzecz, na którą masz ochotę. Zaczynasz kisić się we własnym sosie negatywnych emocji, w którym główne składniki to łzy i smutek.

     Czasami wszystko wydaje się łatwe patrząc z boku. Tak naprawdę to walka o przetrwanie.

     Pamiętam Elę, dziewczynę która wpadła w rozpacz po rozstaniu z chłopakiem. Kochała go nad życie. To był dla niej nóż w plecy, gdy ze spokojem oznajmił jej koniec. Mogłem domyślać się co czuje, bo sam niedawno byłem w podobnym stanie. Wiedziała, że jestem świnią, ale i tak otworzyła się przede mną. Może tylko dlatego, że nie miała nikogo innego. A może spodziewała się usłyszeć parę gorzkich słów.  Nie spała, nie jadła, czuła ból. Czekała jedynie tylko, aż moja żona wyjdzie do pracy, by móc porozmawiać telefonicznie. Sam zaproponowałem takie rozwiązanie. Tak naprawdę nie lubię rozmów przez telefon. Tu jednak się godziłem, bo w takich przypadkach nie chodzi o rozmowę, a o słuchanie. Nie chodzi o dawanie rad, tylko o spowiedź i rozgrzeszenie za wybranie złej ścieżki życiowej. Codzienne smsy z rana: "Czy mogę już zadzwonić?", "Czy już?", "Umieram". Niedawno dziękowała mi za tamten czas, choć nie rozmawialiśmy lata. To było dawno, ale do dziś pamięta wyciągniętą dłoń. Ułożyła sobie życie na nowo i jest szczęśliwa.

     Więc może nie warto mówić, że obecna sytuacja to koniec życia.




Komentarze

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *