Demony przeszłości
Jak to jest mówić Kocham osobie, która w to nie wierzy. Na co dzień jesteś kłamcą i kobieciarzem. Pewnie powiedziałeś to co drugiej chętnej, byleby tylko zaliczyć. Po co robić z siebie błazna? Zakochany, zauroczony, a może zwyczajnie poszukujący w tęsknocie za tym co minęło. Kocham Cię. Czy ja w to wierzę? Każdy ma swoją definicję. Podobno to chęć czynienia dobra drugiej osobie. Skąd to się bierze? Może to zwykłe przywiązanie. Lubię używać tych słów w stosunku do odpowiednich osób. Kocham syna, Kocham rodziców. Ale chcę Kochać też z pożądaniem, zatracić się w uczuciach. Chcę tęsknić i czuć się potrzebny. Nie chcę tylko Kochać w jedną stronę.
W moim życiu zraniłem wiele kobiet, dając im nadzieję na miłość. Zabrałem im to co najlepsze, wiarę w uczciwość i godność. Uderzałem w czuły punkt, by mogły jeść mi z ręki. Manipulowałem na każdym kroku, wyzwalając w nich poczucie winy. Robiły co im kazałem, spełniały wszystkie zachcianki, bylebym był z nimi. Nie jestem z tego dumny, nie usprawiedliwia mnie fakt bycia skrzywdzonym samemu wcześniej. Chciałem się na nich zemścić, a teraz przeprosić za wszystko.
Jednak co zrobić, gdy znów poczujesz świeżą krew, przypominając sobie stare dobre czasy? Chciałeś pomóc i wesprzeć w złych chwilach. A tu wszystko odżywa na nowo, wiesz że jest już twoja. Ma ochotę dziękować, licząc na coś więcej. Wystarczy sięgnąć i zanurzyć kły w szyi. Może zrobię to tylko raz, szybko i bezboleśnie. Potem jakoś się wyprostuje. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Nikt inny na moim miejscu nie zrezygnowałby z takiej okazji. Nie jest w moim goście, ale chęć bycia panem i władcą zagubionej duszy jest silna.
Co może mnie powstrzymać? Dlaczego mam tego nie robić? Mam czekać na coś niespełnionego? Żyć nadzieją? Gonić króliczka? Mogę wziąć teraz to co jest pod ręką! Zaspokoić się ochłapami i zmieszać z szambem. Przynajmniej głód na chwilę ustanie, choć odbije się czkawką i długą niestrawnością. Tak kiedyś robiłem. Gdy czułem, że przyjaźń zamienia się w miłość, szedłem do innej na chwilę zapomnienia. To było z jednej strony bezpieczne, a z drugiej budziło wyrzuty sumienia. Można było przynajmniej łatwiej wmawiać sobie, że to nie miłość, tylko głupie zauroczenie. Chwilowe zachwianie racjonalnego myślenia.
Powiedziałbym co czuję, czego mi brakuje i o czym marzę, a pragnienie jest coraz silniejsze. Tylko po co mówić, skoro nikt nie słucha? Po co wołać, skoro dźwięk odbije się od bariery obojętności? Emocje narastają, a ze mną dzieje się coś dziwnego, myślę tylko o niej.
Lepiej poleżę w ciszy, skulony w kłębek, wsłuchany w swoją tęsknotę.


Komentarze
Prześlij komentarz