Choroba zwana miłością


    Czym jest miłość? Chorobą, darem od Boga czy psikusem natury? Może wszystkim po trochu.
Dlaczego tak jej potrzebujemy? Czy tęsknota, brak apetytu, rozpacz i ścisk żołądka jest nam do czegoś potrzebne? Stan, w którym czujemy się jak ćpuni. Brak logicznego myślenia, żyjemy tylko po to, by wyżebrać kolejną działkę, strzał dający ulgę. Kiedy czujemy ten nieodwzajemniony ból jest jeszcze gorzej. Łatwiej żyć we wspólnym nałogu. W przeciwnym wypadku zniżamy się do poziomu robaka, upadlając się do granic możliwości.
     Czy normalne jest życie z osobą, której się nie kocha i wielbienie w tym samym czasie drugiej? To rozdwojenie jaźni podczas posuwania małżonki, a tak naprawdę kochanie się z tą, o której myślimy? Pewnie dlatego ludzie szukają problemów rezygnując ze stagnacji w związku. Wchodzimy w tryb zakazanych myśli, odrywamy się od rzeczywistości. Człowiek zaczyna błądzić, być nieobecny myślami, nie można skupić się na pracy.
     Teraz wiem co to znaczy być nałogowcem, alkoholikiem, ćpunem. Trudno znaleźć zajęcie, które spowodowałoby chwilę zapomnienia. Jeżeli podkochujesz się jak nastolatek w ukryciu, jest znośnie. Wymiana nieświadomych uśmiechów, rozmowa, taniec. Ale kiedy przekroczysz barierę, nie ma ratunku. Droga jednokierunkowa w przepaść. Pocałunek śmierci. Tęsknota nie do zniesienia.
     Budzę się często w nocy by sprawdzić telefon, w nadziei na odzew, albo chociaż krótki przegląd fotografii. Uśmiech do zdjęcia i znów sen na jawie. Czy to już poziom obsesji? Bez względu na wynik badań psychiatrycznych, pewnych rzeczy nigdy bym nie zrobił.
     Nie będę płakał, bo po co? Przy ostatnim ulubionym zajęciu wpatrywania się w sufit jest to niepotrzebne. Przechodziłem to już. Zwykła chemia, reakcja organizmu na bodźce zewnętrzne. Pobudzone endorfiny wprowadzające nas w stan euforii. Tak matka natura nas załatwiła. Tylko czemu ma to służyć?
     Na pewno wiele osób to przechodziło. Czy pamiętacie ile radości sprawiał wam dotyk, delikatne muskanie, złączone policzki, wtulenie w ramiona, spoglądanie na siebie? Gdzie to się podziało? Ile bym dał by mieć to na okrągło. Dawno nie czułem tyle radości ze zwykłego trzymania za rękę. I to muskanie ustami, niecierpliwy język, niedopuszczony do spotkania z rozkoszą. Ocierające się ciała, gotowe, by stać się jednością. Dotyk, taki prawdziwy, wyrażający siebie nawzajem. Słowa nie są potrzebne, wystarczy gest w tych niesprzyjających warunkach.
     "Kocham Cię" - piękne słowa wzbudzające często uśmiech i pogardę. "Kocham Cię" - czy aby na pewno? "Kocham Cię" - już po tobie.

   "Kocham Cię" - nie chcę wiedzieć co to znaczy.

Komentarze

  1. Nie nalezy się zastanawiać bo to piekne uczucie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ból, ale jaki piękny. Ja też cierpię.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Kontakt bezpośredni

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *